LOCKE, czyli nie-szczęśliwej drogi już czas

Jeśli podróże kształcą, to kształcą tylko tych, którzy wykażą odrobinę nieprzymuszonej chęci. W przeciwnym razie podróż będzie jedynie przeglądem zmieniających się krajobrazów, stosem pokonanych kilometrów i poczuciem niezrozumiałego zmęczenia. Powiem wprost i powiem to już na wstępie: tego się nie spodziewałam. Niezwykłej odwagi bowiem wymaga podjęcie się robienia filmu, opartego jedynie na podróży (samej w sobie) głównego bohatera. Okazuje się jednak, że magią (tego) filmu jest to, że przesłanie jest nieoczywiste, choć - paradoksalnie - cały jest z przesłania.

Podróż staje się konsekwencją minionych zdarzeń, momentem niejako przełomowym. Ivan, wyrusza w nią mając wszystko - dom, rodzinę i perspektywiczną pracę, a wróci pozbawiony nawet nadziei, choć z uspokojonym sumieniem i poczuciem spełnionego obowiązku - przykrego obowiązku. To studium nad psychiką człowieka, który zbłądził i ponosi konsekwencje, popełnionego w afekcie, czynu. Są tu rozmowy z samym sobą, z nieżyjącym ojcem, który niegdyś uwikłany był w podobną sytuację, choć wybrał inaczej.

Trudno jest oceniać fabułę filmu, gdyż próżno jej tu szukać. Obcujemy jednak ze świetnie napisanymi dialogami, które prężnie napędzają akcję i przybliżają widza do poznania złożoności myślenia głównego bohatera. Doskonała jest tu magnetyczna gra aktorska Toma, która idealnie oddaje rozpiętość osobowości Ivana - jego rozstrojenie i uciążliwość sytuacji, w jakiej się znajduje. I nie wiem, jak to się dzieje, ale nie wadzi tu monotonia drogi, nie przeszkadza nieustanna obserwacja kierowcy, utkwionego we wnętrzu samochodu, nie denerwują nieustanne telefony, bo uniwersalne tło silniej wydobywa przekaz, działa kojąco i wzmaga czujność. "Locke" stawia wiele pytań - tych zwykłych, tych ludzkich i stawia też na emocje, które dozowane są z wielką precyzją. Nie jestem tylko pewna, czy pada jakakolwiek na nie odpowiedź.

 Steven Knight eksperymentalnie zaryzykował z formą i mistrzowsko skondensował swój reżyserski głos w 80 minutach obrazu - przemawia do mnie w każdej tej jednej. Chciałabym, aby każdy z was go zobaczył i pochylił się, choć na chwilę, nad celem waszej drogi. Bo dla mnie miarą filmu jest ilość refleksji i skojarzeń, które zostały wywołane i osób, które zdołały zatrzymać się na moment po pokazie. Ja się zatrzymałam.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz