Listy niebieskiej dziewczyny – recenzja filmu „Janis”

Rok 2015 upłynął pod znakiem muzycznego kina. Choć pojawiały się liczne polskie i zagraniczne, ciekawe bądź mniej fabuły ("Disco Polo", "Pitch Prefect 2", "Idol", "Córki dancingu" itd.) to scena należała zdecydowanie do "Amy". Nowy rok rozpoczyna się kolejnym głośnym (również w dosłownym tego słowa znaczeniu) dokumentem "Janis", który ma szansę podbić serca melomanów na całym świecie.

Mówisz "Janis" myślisz Joplin i od razu przed oczami pojawia się obraz wyjątkowej kobiety - może niezbyt urodziwej, ale mającej w sobie coś charyzmatycznego, przyciągającego jak magnes. A gdy do tego usłyszymy jej głos - już po nas? Niesamowity, mocny, niepowtarzalny wokal, w którym można zatracić się bez pamięci. Teraz mamy szansę, poza muzyczną i sceniczną stroną, poznać legendę prywatnie, jako zwykłą osobę - siostrę, przyjaciółkę, współlokatorkę, koleżankę z zespołu, kochankę, a może po prostu wrażliwą, kruchą dziewczynę?

Amy Berg, scenarzystka i reżyserka, lubująca się w głośnych, tajemniczych sprawach i śledztwach, twórczyni nominowanego do Oscara "I zbaw nas od złego" (2006) tym razem otwiera przed nami drzwi do świata Joplin - ikony bluesa. Przemierza Stany Zjednoczone, odsłania kulisy sławy, a także dociera do bliskich Janis. Wraz z nimi ruszamy w długą, sentymentalną trasę. Poznajemy historię począwszy od dzieciństwa a kończąc na przedwczesnej śmierci gwiazdy - w wieku 27 lat, jak to miało miejsce w przypadku wielu rockowych artystów. Ten znakomity dokument pozwoli nie tylko lepiej zrozumieć fenomen postaci popkultury, ale i przyczyny śmierci. Większość z nas utożsamia bohaterkę z wulkanem energii, jednak teraz możemy poznać zarówno mroczniejszą, jak i delikatniejszą stronę jej duszy. Właśnie z tym powiązany jest oryginalny tytuł biografii - ?Little Girl Blue?. Janis śpiewała "My unhappy oh little girl, little girl blue" i te słowa będą niczym motto - od beztroski niebieskiego ptaka, po smutne i przytłaczające odcienie granatu, zwiastujące burze czy depresyjne dni?

W filmie zaprezentowano portret  kobiety, gwiazdy i ikony muzyki, która z czasem stała się idolką tłumów. To też obraz zwykłej, ale mocno zakompleksionej nastolatki, która nie tylko nie była zadowolona ze swojego wyglądu, ale miała problem z akceptacją otoczenia. Buntowniczka, szukająca swej seksualnej oraz muzycznej tożsamości, a jednocześnie osoba pragnąca miłości i mimo milionów fanów na świecie - niezwykle samotna... Jesteśmy świadkami narodzin charyzmatycznej gwiazdy, geniusza muzycznego i... upadku człowieka. To przejmująca biografia, bardzo osobista, złożona ze wspomnień jej bliskich - przyjaciół, rodzeństwa, członków zespołu czy byłych partnerów. Między jedną a drugą opowieścią oglądamy zdjęcia i filmy z rodzinnego archiwum, słyszymy piosenki, relacje z koncertów (w tym pamiętny Woodstock). Najciekawsze (oprócz walorów muzycznych) są jednak listy. Po raz pierwszy możemy czytać prywatną korespondencję Janis. Dowiadujemy się jak relacjonowała swoje życie, co ją smuciło, cieszyło, o czym chciała się wygadać czy wypłakać do rodziców. To tak, jakby odnaleźć po latach czyjś sekretny dziennik! Z zaciekawieniem i z dreszczem emocji przerzucamy następną kartkę. W tych listach widać prawdziwą artystkę - sposób w jaki pisała, opowiadała, jak pięknie dobierała słowa, jaką wielką wrażliwość miała w sobie?

"Janis" to ciekawy,  sprawnie zrealizowany dokument, którego największym atutem jest to, że poruszy każdego. Jeśli jesteśmy fanami Joplin - to będzie to nie tylko muzyczna uczta, ale i spora dawka dodatkowej wiedzy i refleksji. Osoby, które nie miały styczności z jej muzyką nie muszą się wcale obawiać, wręcz przeciwnie, mają szansę poznać wielką gwiazdę, jej fenomen, przenieść się w czasie do lat 60. poczuć się jak na prawdziwym, legendarnym koncercie, z niepowtarzalną okazją wejścia za jego kulisy. Pewne jest, że Janis osiągnęła swą unikalną jakość, zdefiniowała własną tożsamość. To warto to przeżyć na dużym ekranie.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz