Koszmar klaustrofobika ? recenzja ?Jako w piekle, tak i na ziemi?

Trudno wyobrazić sobie lepszą scenerię dla horroru niż paryskie katakumby, miejsce pochówku sześciu milionów ludzi. Ciemne i wąskie tunele same w sobie budują pożądany nastrój grozy oraz wywołują poczucie dyskomfortu nie tylko u osób, które cierpią na klaustrofobię. Teoretycznie taki punkt wyjścia gwarantuje połowę sukcesu, a ekipie filmowej pozostaje ?tylko? rola upiornych przewodników. Ci z ?Jako w piekle, tak i na ziemi? zdają się być jednak typami z lewymi papierami. W końcu na dyplom ze straszenia trzeba sobie zasłużyć ? okrycie się prześcieradłem i buczenie dawno przestało robić wrażenie.

John Erick Dowdle w swoim nowym filmie robi dokładnie to samo, co cztery lata temu w ?Diable?, czyli obiecuje więcej, niż jest w stanie z siebie wykrzesać. Obie produkcje opierają się na dobrych pomysłach, których potencjału reżyser za grosz nie potrafi wykorzystać, przez co przypadkowo horror obraca się w komedię. Tym razem wysyła swoją bohaterkę ? tak szaloną, jak śliczną i wykształconą ? na poszukiwania kamienia filozoficznego. Idea ta na pierwszy rzut oka zdaje się mieć więcej wspólnego z bajką niż filmem grozy, jednak udaje się na niej ugrać dwie rzeczy: ściągnąć archeolożkę do katakumb oraz poszafować alchemiczną symboliką. W tym miejscu należy dodać, że ?Jako w piekle?? zostało zrealizowane w popularnej konwencji found footage, a więc widz ogląda wyłącznie ?zapis? z kamer, jakie mają w wyposażeniu członkowie grupy eksploracyjnej.

To także dobry moment na to, by rozpocząć litanię grzechów Dowdle?a. Zdjęcia co prawda są konsekwentne i kadry faktycznie odpowiadają temu, co mogli zarejestrować bohaterowie, jednak nie zgadza się jeden szczegół ? kamer było kilka, niektóre z nich przepadają w tunelach, a mimo tego film zmontowany został ze wszystkich nagranych materiałów. ?Jako w piekle?? jest wobec tego ?fejkowym? dokumentem, który nigdy nie mógłby powstać (oczywiście pomijając kwestię jego paranormalności). Produkcja niemal cała składa się z takich niedoróbek i aż trudno wyłonić wśród nich niechlubnego zwycięzcę. Suche włosy po przepłynięciu zalanego kanału czy może mężczyzna, który tłumacząc spontanicznie aramejską inskrypcję, od razu mówi ją angielskim wierszem? Konkurencja jest spora. Żeby tego było mało, padają tu zdania, których oczywistość zwala z nóg. Istnieje bowiem szansa, naprawdę duża szansa, że widz sam by się zorientował, że leżący na katafalku, biało-siny mężczyzna jest martwy i to nie od wczoraj.

Wiemy już, ile jest tu komedii; pora zadać pytanie, czy w horrorze tym zostało jeszcze miejsce na horror. Odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna, wiele zależy od naszego stosunku do bardzo ciasnych, zamkniętych przestrzeni. Osoby, które podejrzewają u siebie klaustrofobię, przez większość seansu mogą zmagać się z uczuciem dyskomfortu. Pozostali raczej nie zjedzą na tym filmie paznokci, choć kilka razy podskoczą na fotelu. Nie wynika to jednak z kreowania autentycznego klimatu grozy, który odwoływałby się do naszych lęków lub naruszał poczucie bezpieczeństwa, lecz z bardzo prostych i ogranych chwytów z gatunku ?coś strasznego wyskakuje z ciemności wprost na kamerę?. Dowdle nie wykazał się nowatorstwem w straszeniu. Skutki? Jako w klasyce horroru klasy B, tak i tutaj?


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz