?Kongres? – recenzja filmu

Najnowszy obraz Ariego Folmana to bardzo wyczekiwany film. Scenariusz oparto na ?Kongresie futurologicznym? Stanisława Lema, którego akcja dzieje się w hotelu Hilton w fikcyjnym państwie - Costaricanie. Opowiadanie to zostało opublikowane u progu roku 1971, kiedy futurologia swoimi wnioskami przerażała, ale i głęboko dawała do myślenia. Katastrofizm zawarty w wizjach badaczy przyczynił się w dużej mierze do mobilizacji społeczeństw w przeciwdziałaniu degradacji środowiska czy wyczerpywaniu surowców naturalnych. Lem wielokrotnie odnosił się z pewnym powątpiewaniem do takich rewelacji. Jego opowiadanie ma przede wszystkim wymiar etyczny, interesuje go szczególnie człowiek w postępie cywilizacyjnym, to jak w obliczu technologicznie zaawansowanej przyszłości sobie poradzi i czy w tym świecie będzie miejsce na dotychczasowe wartości, które przecież kształtują społeczeństwo. ?Kongres...? Lema odczytywano wówczas także jako kpinę z ludowego ustroju, ale jego dzieło ma wymiar ponadczasowy, ta metafora jest nadal aktualna, człowiek zawsze będzie miał przed sobą nieznaną przyszłość, której nie da się ściśle przewidzieć, ale można dywagować, co by było gdyby. Takie myśli nawiedziły zapewne Ariego Folmana, ale żyjący tu i teraz hebrajski reżyser obrał inną perspektywę niż Lem - pisarz zza żelaznej kurtyny. Folman postawił duży krok naprzód i wypełnił ?Kongres? swoją treścią, swoją wizją przyszłości. Dlatego film, który wejdzie na ekrany kin 13 września, jest tylko inspirowany oryginałem, nie jest wierną adaptacją.

To produkcja ważna dla polskiej kinematografii nie tylko ze względu na naszego pisarza, cieszy fakt, że Lemem kolejny raz zainteresował się wielki artysta - nominowany do Oscara za świetny ?Walc z Baszirem?.  Chociaż z tymi adaptacjami bywało różnie i z tymi wielkimi nazwiskami także różnie. Mimo że lista filmów opartych na książkach Lema jest imponująca, to sam pisarz zawsze krytycznie odnosił się do tych prób, czy lemowskie wizje są więc w ogóle przekładalne na język filmu? Folman, tak samo jak w poprzednim filmie, wykorzystuje animację wtedy, kiedy czegoś nie da pojąć, kiedy coś wykracza poza znaną nam rzeczywistość. ?Kongres? składa się więc z dwóch części, pierwsza - tradycyjna, z aktorami, to pomysł Folmana i druga, animowana - powstała na motywach opowiadania Lema.

Ważny jest ?Kongres? jeszcze z innego powodu. Folman ściśle współpracował przy tej produkcji z polskimi filmowcami. Za zdjęcia odpowiedzialny był wybitny polski operator - Michał Englert, animacja natomiast została zrealizowana w Orange Studio z Bielska-Białej. Ogromne wsparcie otrzymał też reżyser od naszych instytucji: dotacje PISF i Śląskiego Funduszu Filmowego.

Z całości wyłania się obraz świata, w który człowiek traci nadzór już nie tylko nad swoim wizerunkiem, ale także nad tym, co teraz w naszym pojęciu jest dobrze przechowywane i niedostępne dla innych, a mianowicie nad  emocjami: miłością, pożądaniem, zazdrością. Lęk, gniew, żal, złość, wzruszenie - tym manipulują producenci produktów farmaceutycznych. To łączy oba ?Kongresy?. Do tego reżyser dokłada swoja bazę dla drugiej części. W niej aktorka Robin Wright (gra samą siebie) staje przed niezwykle trudnym wyborem, przed szansą, która pozwoli jej skupić się na chorym synu, ale która sprawi, że podupadła gwiazda straci swoją tożsamość. Wielkie hollywoodzkie studio, notabene Miramount, zwraca się do niej z propozycją oddania wszelkich praw do swojego wizerunku. Wright dzięki zaawansowanej technologii cyfrowej może zostać ?zeskanowana?, osiągając w każdym kolejnym filmie wieczną młodość. Od tej pory wszystkie jej role zagra wirtualna kopia. Aktorka zaprzedaje swoją duszę, a to, co dzieje się z nią dalej śledzimy w świecie animowanym, gdzie pod wpływem substancji chemicznych można manipulować rzeczywistością.

Wydźwięk pierwszej części ?Kongresu? jest czytelny i łatwo możemy pojąć intencje autora, co do drugiej, to chociaż pomysł, aby wykorzystać animację do pokazania psychodelicznego świata, uważam za bardzo dobry, to efekt końcowy nuży. Ilość wrażeń wypływających z tego świata sprawia, że staje się on niezrozumiały i gubi w natłoku przesłanie, trwoni potencjał świetnej pierwszej części. Może tak jest, bo to, co widzimy potem to sztuczna projekcja komputerowa, a nad losem żywej Robin Wright pochylamy się ze zrozumieniem, jak nad prawdziwym człowiekiem. Opowiadanie Lema stało się więc wspaniałą inspiracją, dzięki któremu powstało odważne i nowatorskie dzieło. Folman niepokoi się o ludzkość, ale ze swojej perspektywy, szczególnie obawia się o przemysł filmowy. Wykorzystana w tym filmie animacja rotoskopowa to hołd dla klasyki kina. A w obliczu nowych technologii ?Kongres? to satyryczny komentarz, ale i przestroga. Czy to koniec pewnej epoki i początek nowej, w której żywy człowiek stanie się niepotrzebny? Jeżeli sztucznie wyczarowujemy sobie beztroski świat, to co się stanie z tym prawdziwym? Folman wykpił praktykę zasłaniania tego, co niewygodne, eliminowania tego, co gorsze. Pomysł, aby podwójność widzenia zasygnalizować, wykorzystując różne techniki uważam za świetny. Mimo wymagającej dużej koncentracji ze strony widza animacji, film Folmana ogląda się z dużym przejęciem, dzięki świetnej roli Robin Wright i zdjęciom. Nie mam wątpliwości, że Izraelczyk przez ponad dwie godziny zbiorowo olśni swoją wizją.

Foto: materiały prasowe


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz