Kołowrót domysłów ? recenzja ?Non-Stop?

?Witam, agencie Marks. Co dwadzieścia minut będę zabijać kolejnego pasażera tego samolotu. Chyba że? przelejesz na moje konto sto pięćdziesiąt milionów dolarów?. Czy nie brzmi to jak klasyka kidnapingu? Czy nie jest to formuła, która mogłaby podbić szczyt listy ulubionych powiedzonek porywaczy? I czy po takim początku istnieje jeszcze szansa na film, który nie będzie raził wtórnością? A jednak?! Choć nic tego specjalnie nie zapowiadało, hiszpański reżyser Jaume Collet-Serra nakręcił zaskakująco udany i trzymający w napięciu prawie do końca thriller.

Źródło: Monolith

Swój sukces filmowiec zawdzięcza przede wszystkim umiejętnej żonglerce oskarżeniami. Nikt spośród pasażerów transatlantyckiego lotu z Nowego Jorku do Londynu nie jest wolny od podejrzeń, nawet ci, których chcieliśmy przed chwilą ozdobić aureolą. Sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni tak często i w takim tempie, że można dostać zawrotów głowy, choć jednocześnie widzowi nie zagraża zadyszka ? fabuła poprowadzona jest na tyle klarownie, aby każdy za nią nadążył (co może być postrzegane zarówno jako plus, jak i minus Non-Stop). Naszym zaufaniem nie może cieszyć się nawet sam główny bohater, czyli Bill Marks grany przez specjalistę od filmów o porywaczach, Liama Neesona. Poznajemy go wszakże przed lotem, gdy drżącą ręką sięga po wysokoprocentowy trunek. Problem z alkoholem, pełne cierpienia spojrzenie i bolesna przeszłość tworzą portret postaci złamanej. Bawiący się w ciuciubabkę Collet-Serra kręci nami tak długo, że w którymś momencie nie potrzebujemy nawet skaz na życiorysach bohaterów, żeby natychmiastowo uwierzyć w ich winę. Ten kołowrót domysłów czyni z Non-Stop piekielnie wciągającą produkcję.

Reżyserowi nie udaje się jednak podtrzymać takiego stopnia skupienia widza do końca. Im bliżej finału, tym bardziej atmosfera się przerzedza. Rozwiązanie intrygi może wydawać się grubymi nićmi szyte, a ostatnie minuty rażą efekciarstwem. Wszelkie ?amerykanizmy?, które wcześniej kamuflowała rwąca do przodu akcja, tutaj wydostają się na pierwszy plan i psują ogólny odbiór. Nie oznacza to, że wcześniej nie zostaniemy rozpaleni do białości ? po prostu wiadro zimnej wody ostudza wcześniej, niż byśmy sobie tego życzyli.

Gdzieś między jednym a drugim skokiem adrenaliny Non-Stop serwuje także krytykę współczesnych mediów. Żyjemy w świecie sterowanym i manipulowanym przez szukającą sensacji czwartą władzę, w świecie, w którym każda, nawet niepotwierdzona informacja natychmiast staje się pożywką dla mas. Skutkiem tego jednym kliknięciem, jednym nieopatrznie wygłoszonym słowem można na zawsze złamać komuś życie. Nikomu nie zależy na prawdzie; liczy się tylko nagłówek. Mimo tych kilku gorzkich słów Non-Stop pozostaje niebezpiecznie proamerykański. Nie wytłumaczę tu jednak, dlaczego tak jest, gdyż to film z gatunku tych, gdzie zdradzenie szczegółów fabularnych psuje całą zabawę, a recenzentowi grozi trwałym uszczerbkiem na zdrowiu.

Źródło: Monolith

Trudno nazwać Non-Stop pozycją odkrywczą czy odświeżającą konwencję. Jaume Collet-Serra odhacza wszystkie ważniejsze punkty z listy zawierającej części składowe typowego filmu o porwaniu maszyny i terroryzowanych pasażerach. Nie ma to jednak dużego znaczenia ? motor napędowy i właściwa wartość produkcji tkwi w miejscach wypełniających pozostałą przestrzeń, w grze pozorów i gubieniu tropów. Tak długo sprawia to niesamowitą frajdę, jak długo tożsamość porywcza jest nieznana. To gratka dla wszystkich miłośników teorii spiskowych oraz opowieści spod znaku ?kto zabił?? (w tym przypadku ?kto zabija??). Bo czy smutne oczy Neesona mogą kłamać??


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz