Kolorowe pokolenie – recenzja filmu „Piksele”

Kiedy do internetu trafił hit promujący kulturę lat 80. Kung Fury, nikt nie przypuszczał, że pokolenie Nintendo doczeka się jeszcze lepszego hołdu. Całość promował David Hasselhoff, który jest przecież ikoną tego okresu. Tymczasem Chris Columbus - twórca Harry'ego Pottera zainspirował się krótkometrażowym filmem Patricka Jane'a i wypuścił mainstreamowy film, który jest najpiękniejszą i najciekawszą kinową podróżą w czasie. Arkadówki i klimat 1982 roku wrócił, a Atari, Namco i Konami zapamiętane z tamtego okresu jeszcze raz będzie święcić tryumfy!

Kto nie pamięta nocy zarwanych przy takich tytułach jak Galaga, Contra, Mario, Pong, czy chociażby Micro Machines. Większość teraźniejszych 30 latków to tak naprawdę zakochani w spikselowanych grach z lat 80. nerdy. Nie ważne, czy dzisiaj są trenerami fitness, właścicielami warsztatów, czy team leaderami w korporacjach. Kiedyś wszyscy przewalali niezliczone ilości pieniędzy i czasu próbując pokonać Pac-Mana, czy Kosmicznych Najeźdźców. To właśnie do tych ludzi kierowana jest ta produkcja. Zastanawiałem się na seansie, co czują 8 latki (o których też jest mowa) siedząc na filmie i znając tylko nowoczesne tytuły z konsol nowej generacji. Kiedyś były tylko 3 życia, lub 3 złote i trzeba było wykręcić high score. Dzisiaj życie się nie kończy, a fabuła zazwyczaj jest liniowa - gdzie w tym wszystkim zabawa?

"Piksele" są adaptacją krótkometrażowego filmu, w którym nieznana bliżej kosmiczna rasa atakuje Ziemię, ostatecznie zamieniając ją w jeden wielki piksel. W wersji Columbusa jest bardzo podobnie, choć zakończenie jest zupełnie inne. W 1982 roku NASA wysyła kapsułę ze wszystkimi danymi o kulturze i zachowaniach ludzi. Do przesyłki dodaje film z turnieju gier arkadowych. Niestety rasa odbierająca wiadomość nie zrozumiała tego jako chęć kontaktu, a groźbę wojny. Wiele lat później wysyła na nas zabójczą wersję cyfrowej rozrywki z lat 80. aby zgładziła nas w 3 potyczkach - Ziemia ma 3 życia i musi się obronić nie dzięki komandosom i amerykańskiej armii, ale 4 nerdom, którzy dorośli, ale ciągle są mistrzami Galagi i Gąsienicy.

Nowa produkcja Columbusa to przede wszystkim fantastyczna zabawa! Jest to wielki ukłon w stronę ludzi, którzy znają cały klimat gier z lat 80. i dorastali widząc rozwój domowej rozrywki. Zdjęcia i efekty są fantastyczne, a kolorowe pojedynki z obcymi wyglądają przepięknie w trójwymiarowej technologii. Do filmu dobrano też świetną ekipę, bo zarówno Sandler, jak i James to ludzie na odpowiednich miejscach w tej historii. Pojawia się oczywiście naiwny miłosny wątek i kilka suchych żartów, ale w tej konwencji zupełnie to nie przeszkadza - przecież główni bohaterowie walczą z atakującymi ich postaciami z gier komputerowych i strzelają z laserów do latających grzybów. Nie polecam młodszemu pokoleniu, starsze powinno wybrać się na "Piksele" gromadami! Mocne 7/10.

"Piksele" obejrzeliśmy dzięki uprzejmości United International Pictures

Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz