Z klasą o społecznych klasach ? recenzja miniserialu ?Wielkie nadzieje?

Przy ogromnej popularności Sherlocka oraz Doktora Who łatwo zapomnieć, że BBC słynie zwłaszcza z produkcji kostiumowych. Oprócz szeregu ekranizacji literatury kobiecej (dzieł Jane Austen czy Charlotte Brontë) znajdziemy wśród dorobku stacji powstałą przed trzema latami adaptację Wielkich nadziei, czyli powieści Karola Dickensa opublikowanej w roku 1861. Zyskała ona formę niespełna trzygodzinnego miniserialu, który wreszcie trafia na nasz rynek za sprawą dystrybutora Best Film.

Wiadomość ta cieszy, gdyż w przeciwieństwie do ostatnich, kinowych Wielkich nadziei w reżyserii Mike?a Newella, tę produkcję można uznać za udaną. Co prawda ekipa filmowa BBC podeszła do literackiego pierwowzoru z czcią i nie pozwoliła sobie na taką niewierność literze jak Alfonso Cuarón w roku 1998, jednak wykonała swoje zadanie bardzo sprawnie. Przede wszystkim miniserial jest ucztą dla oka. W perfekcyjnie skrojonych i dopracowanych w każdym szczególe kostiumach widać, że stacja ma w tej dziedzinie wieloletnią praktykę. To samo tyczy się scenografii ? imponującej dokładnością zarówno wtedy, gdy chodzi o wiejską chatę kowala, co niszczejący pałac panny Havisham. Nie umknęło to uwadze ani jury BAFTA, ani Emmy. W obu konkursach Wielkie nadzieje otrzymały nagrody za najlepszą scenografię telewizyjną oraz najlepsze telewizyjne zdjęcia; ci pierwsi docenili także efekty specjalne, drudzy kostiumy i czołówkę (rzeczywiście bardzo elegancką).

Smaku narobić może również obsada aktorska. Po projekcji najdłużej pozostaną nam w pamięci ucharakteryzowana nie do poznania Gillian Anderson (agentka Scully!) w roli niezrównoważonej panny Havisham oraz Ray Winstone jako Abel Magwitch. Szkoda, że młodsze i w końcu najważniejsze w opowieści młodsze pokolenie nie sprawdza się równie dobrze. O ile Vanessa Kirby jako Estella jest wystarczająco piękna i chłodna, to dorosłe wcielenie Pipa ? Douglas Booth polskiej widowni znany głównie jako chłopak Emmy Watson z Noe: Wybrany przez Boga ? wygląda irytująco już na samym plakacie serialu (te wpółotwarte, wielkie usta!). Jak na wychowanka kowala Booth jest przez wszystkie odcinki zdecydowanie zbyt śliczny i wymuskany, w dodatku bliźniaczo podobny do Roberta Pattinsona. Przy stwierdzeniu tym nie chodzi mi wyłącznie o podobieństwo fizyczne (choć wieści z ostatniego festiwalu w Cannes wskazują, że znienawidzony Edward Cullen zdążył się już jako aktor wyrobić).

Sama akcja toczy się wartko i nie zwalnia niemal do końca. Niemal, gdyż ostatni, trzeci epizod nieco ?siada?. Wszystko dlatego, że pozbawiony jest aury tajemnicy, która dominuje w odcinku pierwszym i drugim (choć oczywiście znajomość powieści Dickensa lub innych jej adaptacji na wstępie aurę tę rozwiewa). Do momentu odkrycia tożsamości darczyńcy Pipa twórcom udało się zbudować gęstą sieć podejrzeń, dzięki którym każdy z bohaterów zdaje się knuć coś za placami i stanowić pionek w wielkiej grze. Grze, której zasady znają wszyscy, tylko nie nasz młody bohater, a którą w trzecim epizodzie widz ma szansę poznać na wylot. Szkoda, że nie pozostało więcej niedopowiedzeń, choć teoretycznie taki był zamysł samego pisarza (lecz kto powiedział, że adaptator nie może manipulować tekstem?).

Wielkie nadzieje są ekranizacją być może zbyt wierną literackiemu pierwowzorowi oraz nie całkiem dobrze obsadzoną, lecz wciąż mogą zafascynować jako opowieść o wartościach uniwersalnych: dojrzewaniu, rodzinie i szacunku do własnych korzeni. Wszystko to zostało dostarczone w wyjątkowo eleganckim opakowaniu. I to w znaczeniu zarówno przenośnym, jak i dosłownym, gdyż poza wysmakowaną warstwą audio-wizualną na myśli mam nadzwyczaj ładny box, w którym Best Film umieszcza to dwupłytowe wydanie serialu. Nie uświadczymy tu co prawda dodatków innych niż zwiastuny nowych produkcji BBC, lecz gustowne pudełko rekompensuje ten brak. Pozycja obowiązkowa dla miłośników filmów kostiumowych.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz