Porąbany melanż u Franco, czyli recenzja filmu „To już jest koniec”

Seth Rogen nie tylko dobrze wypada w swoich komediach, ale siedząc na krześle reżysera potrafi pokazać widzom zupełnie nowy wymiar humoru. Czasami jego żarty są prostolinijne, prymitywne lub bardzo obrzydliwe - za każdym jednak razem rozbawiają mnie do łez. W nowej produkcji Seth zmienia gatunek dowcipu i podnosi go do niewyobrażalnie wysokiego poziomu abstrakcji, dodając obrazowi niesamowitego klimatu.

materiał promocyjny

Po Pineapple Express i Superbad - This is the end może wydawać się nietrafionym pomysłem. Po zwiastunach wiadomo, że czeka nas jazda bez trzymanki w odrealnionej rzeczywistości. Ten zabieg był nie tylko strzałem w dziesiątkę, ale także sposobem na podwojenie potencjału scenariusza. Tym razem wszyscy znajomi reżysera grają samych siebie. W filmie zobaczymy całą śmietankę młodego pokolenia Hollywood, jest Jonah Hill, Jay Baruchel, Danny McBride i wielu innych. Wszystkich łączy impreza w nowym domu Jamesa Franco, na której zobaczymy m.in. Rihannę. Niestety parapetówka musi zostać przerwana przez bliżej nieokreślone wydarzenia przypominające inwazję kosmitów. Większość gości Franco umiera, lub zostaje porwana, a na placu boju zostają tylko Rogen, Hill, Baruchel, gwiazda 127 godzin i Craig Robinson. Okazuje się, że przykre wydarzenia nie mają związku z obcą cywilizacją i żeby przeżyć, aktorzy będą musieli współpracować - tylko, że w takiej ekipie to prawie niemożliwe!

To już jest koniec to fantastyczna komedia, która rozbija widza na atomy. Cała sala reagowała w czasie filmu, przez co w kinie zrobił się luźny i swojski klimat. Nie przeszkadzało jedzenie popcornu i głośny śmiech, wszyscy razem bawili się "tragedią" głównych bohaterów. Grający samych siebie aktorzy byli lepsi od niejednych oscarowych wyjadaczy. Ich gra była bardzo autentyczna, a scenariusz pozwalał im na dialogi bez cenzury i jakichkolwiek hamulców. Żeby jednak w pełni bawić się na nowej produkcji Rogena, trzeba mieć duży bagaż filmowy, bo bohaterowie praktycznie cały czas wyśmiewają tytuły z własnego dorobku, a ich punchline'y są po prostu bezbłędne.

materiał promocyjny

Na This is the end praktycznie płakałem ze śmiechu i od czasu Zombieland i Superbad nie widziałem tak dobrej (mocno abstrakcyjnej) komedii. Powalają także nieprzewidywalne zwroty akcji, które zaskakują także w ostatnich minutach filmu - scena finałowa wysadza kino w powietrze. Zdecydowanie 8/10, brawo Seth Rogen!

ZWIASTUN:


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz