Jeden wisielec – wszystkie bolączki Meksyku – recenzja filmu ?Heli?

Heli - młody Meksykanin mieszkający w małym domu wraz z żoną, małym dzieckiem, 12-letnią siostrą i ojcem. Właśnie rozpoczyna dorosłe życie. Rytm jego dnia wyznacza praca w pobliskiej fabryce samochodów, którą wybudował amerykański koncern General Motors. Miasteczko, w którym żyje ta patriarchalna rodzina, to tylko kilka domów, wokoło pustkowie, wszyscy okoliczni mieszkańcy to robotnicy pobliskiej fabryki. Heli pracuje na nocną zmianę, ojciec w dzień - dosłownie mijają się więc w drodze. Reżyser filmu - Amat Escalante daje nam naprawdę długą chwilę na przyjrzenie się temu obrazkowi. Bo dla młodego filmowca z Meksyku równie ważna, co opowiadana historia, jest atmosfera i tło społeczne. Po dwóch wcześniejszych filmach ten diagnosta społeczny - jak zostaje często określany - w ?Helim? dalej kontynuuje proces pobudzania meksykańskich sumień.

Heli wiedzie skromne, ułożone i spokojne życie, a drobne problemy w małżeństwie wynikają z tego, że chłopak, z racji młodego wieku, nie czuje się jeszcze głową rodziny. Zresztą Heli i wygląda niepozornie. Przejdzie niestety wkrótce przyspieszony kurs dojrzewania, bo Heli nie żyje w próżni, a w Meksyku niewiele potrzeba, aby znaleźć się w poważnych tarapatach.

Problemów przysporzy mu dojrzewająca siostra, o którą  bohater rzeczywiście się troszczy. 12-latka wkrótce zakocha się w 17-letnim uczniu szkoły policyjnej, który ma to do siebie, że uwielbia epatować siłą. To nastolatce bardzo zaimponuje, mając w domu same niemęskie jednostki, zauroczy się młodym kadetem do tego stopnia, że postanowi z nim uciec i wziąć ślub.

Lecz nie o zakazanej miłości jest to film. Pierwsza scena od razu nastawia na jego odbiór. W pomysłowo skomponowanych kadrach widzimy moment wieszania trupa na barierce wiaduktu. Dalej następuje retrospekcja wydarzeń. Spokojnie opowiada Escalante nam kolejne wydarzenia i opisuje rodzinne relacje, aby w pewnym momencie rozbuchać opowieść, która szokuje brutalnością i scenami przemocy. Wrażliwi mogą naprawdę tego nie wytrzymać. Nic tu nie zostanie przemilczane, niczego reżyser nie chce zasłaniać, chce pokazać jak jest, chce pokazać przejawy siły, by ukazać przemoc w swej istocie.

Przemoc, paradoksalnie, jest formą bezsilności, obnaża niemoc oprawcy, staje się jedynym wyjściem dla ludzi, którzy kierują się zasadą winy i kary - dotkliwej kary. Przy czym nie dbają o sprawiedliwość. Rachunek po prostu musi się zgadzać. Jeżeli była wina, to muszą być ofiary - często niewinne, skrzywdzone przez wszechogarniające zło.

To współcześnie dzieje się w Meksyku - i to chce nam pokazać Escalante - porachunki gangów, nieuczciwość policji, małoletni chłopcy szkoleni do zadawania ofierze bólu najpierw trenują ciosy na popularnej konsoli Wii, aby potem praktykować na żywym organizmie, przyzwolenie na zło to cicha akceptacja.

Po tym wszystkim powracamy do domu Heliego nie tylko my odmienieni, dom wprawdzie stoi w miejscu, w którym stał, ale stracił podstawową właściwość - a mianowicie  poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy tego domu czują pustkę, są nieufni,  czują zagrożenie, co udziela się także widzom, przewidujemy, że za chwilę coś się wydarzy, wydaje się, że mafia czyha za drzwiami, że oddziela nas od nich tylko cienka granica wyznaczająca to, co nasze, prywatne, od tego, co niczyje, co może zostać w każdej chwili podbite. Zło czeka tylko, aby zebrać kolejne ofiary - bo przemoc rodzi przemoc, Heliego także opęta chęć pomsty. To rosnące napięcie nie doczeka się ani kulminacji, ani szybkiego rozładowania. Reżyser kosztem nieudanej klamry kompozycyjnej, będzie chciał nam jeszcze pokazać parę problemów trapiących meksykańskie społeczeństwo. Po globalizacji, gangach terroryzujących ludność, ostrzeżeniem przed grami wideo, bezradnością organów państwa rzutem na taśmę w ostatnich minutach uraczeni zostaniemy jeszcze problemem ciężarnych nastolatek, brakiem intymności i próbą zmierzenia się z traumą - słowem patologia, wszystkie bolączki współczesnego społeczeństwa meksykańskiego - świetnie nakręcone i z prawdziwą inwencją skadrowane w jednym. Mocne kino, które po wyjściu z seansu nie da o sobie przez dłuższy czas zapomnieć, a zaszczepione poczucie niepokoju będzie trapić przede wszystkim od środka.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz