Jak nie robić thrillerów – recenzja filmu „The Gunman”

Dokumentalne obrazy z pogrążonego w chaosie Kongo przewijają się przez wszystkie stacje telewizyjne. Choć zakończyła się już wojna, to nie słabną napięcia i utarczki, a wolontariusze działają ze wszystkich sił, aby zapewnić względny spokój miejscowej ludności. Brakuje żywności i wody, a ludzi umierają z wycieńczenia, chorób i głodu. Tak rozpoczyna się opowieść Pierre Morela, która może sugerować społeczne zaangażowanie reżysera oraz zainteresowanie krwawym konfliktem w Afryce. Nic bardziej mylnego. Czarny Kontynent staje się tylko tłem wątłej jakości thrillera, w którym chory (zaniki pamięci, utraty przytomności) międzynarodowy szpieg Jim Terrier (Sean Penn) obnaża prawdę o konfliktach zbrojnych: liczy się polityka i chęć zysku.

?Gunman: Odkupienie? staje się hybrydą romansu i thrillera, zapada się w chaosie i braku konsekwencji, popadając w śmieszność. Reżyser mnoży klisze i schematy, które  doprawia ogromną ilością objaśniającego sytuację bełkotu z off?u bądź z ust bohaterów. Zatapiamy się w liczne dialogi, które opisują nam rzeczywistość i plany bohaterów, jakby przezornie unikając aktorskich niedociągnięć. I choć Sean Penn jest dobrym aktorem wielokrotnie docenianym przez Akademię Filmową, tak tu staje się napompowanym osiłkiem świecącym muskulaturą z wyraźnym grymasem niezadowolenia. Wpasowuje się doskonale w mit superbohatera, który, choć lekko skażony przez problemy medyczne, nie ustanie w pogoni za rozwiązaniem zagadki sprzed lat. Kiedy Jim był w Kongo, jako wynajęty zabójca zlikwidował ministra górnictwa, teraz sprawa do niego wraca, ponieważ ktoś inny czyha na jego życie. Musi być szybszy niż ścigający go ludzie i odkryć powiązania z przeszłości.

Jakby tego było mało każdy twardziel musi trafić na miłość swojego życia, dla której jest w stanie zrobić niemal wszystko. Annie (Jasmine Trinca) pracuje społecznie, jest uosobieniem delikatności, kobiecości i piękna. Mężczyźni jej pragną, lecz ona nie widzi świata poza Jimem. Spędzają razem upojne chwile, pełne nastrojowości dopełnionej powiewającymi zasłonami i śnieżnobiałymi koszulami (co za schemat!). Sytuacja ulega zmianie, kiedy mężczyzna musi natychmiast opuścić Kongo, a kuratelę nad Annie przejmuje szaleńczo i chorobliwie zakochany  Felix (Javier Bardem).

Lwia część akcji rozgrywa się osiem lat po tajemniczych wydarzeniach, kiedy Annie i Felix są małżeństwem, a Jim z impetem wpada w ich małą stabilizację. Pościgi, strzelanie i podróże od Londynu przez Barcelonę sprawiają, że akcja pędzi do przodu, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym, tonąc w groteskowym aktorstwie. Bardem wyrzuca z siebie ogromne ilości słów zatopione w alkoholowym upojeniu i obsesyjnym lęku przed utratą kobiety. Trinca staje się figurą kobiety do zdobycia, która bezgranicznie ufa Jimowi, doprowadza do kuriozum sceny porwania czy ucieczki.

Trudno szukać w produkcji Morela dobrych stron. Można wspomnieć o ambicjach i dobrych intencjach, ale to nie wystarczy do stworzenia filmu, który trzyma w napięciu i proponuje coś nowego albo przynajmniej na poziomie hollywoodzkich produkcji. ?Gunman? to odkrywanie wojennych mechanizmów zdobywania wpływów i pieniędzy, gdzie Sean Penn walczy niczym byk do ostatniej kropli krwi. Niestety przegrywa z oczekiwaniami i chaotycznym stylem reżysera.

 
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

One thought on “Jak nie robić thrillerów – recenzja filmu „The Gunman”

Dodaj komentarz