Jak dobrze być sobą – recenzja „The Duff”

Poznajcie Biancę i historię brzydkiego kaczątka, które zbuntowało się i wcale nie chciało przeistoczyć się w pięknego łabędzia...

Bianca (Mae Whitman) jest typową nastolatką, która wprowadza widza w świat amerykańskiego colleage'u. Na ekranie mamy całą gamę barwnych postaci - od blondwłosych cheerleaderek i równie atrakcyjnych sportowców, po muzyków, kujonów czy hakerów. Wśród nich wszystkich jest Bianca - niczym nie wyróżniająca się szara myszka z lekką nadwagą. Ma ona jednak dwie wyjątkowo urodziwe przyjaciółki. W tym damskim trio nasza bohaterka okazuje się być tzw. "duffem" (the duff skrót od angielskich słów designated ugly fat friend, czyli w dosłownym tłumaczeniu - brzydka, gruba). Tą brutalną prawdę uświadamia jej sąsiad - Wesley (Robbie Amall - mający zadatki na nowego hollywoodzkiego amanta) i jednocześnie najprzystojniejszy chłopak z całej szkoły. Nastolatka postanawia zerwać z dotychczasowym wizerunkiem. Zwykle interesowano się jej koleżankami, ona była dla ich adoratorów cennym źródłem informacji, ale nikt nie patrzył na nią jak na prawdziwą dziewczynę. Nadszedł więc czas na zmiany i Bianca zawiera pakt z kumplem z dzieciństwa - mistrzem podrywów. On ma ją nauczyć jak zdobyć serce muzyka, w którym skrycie się kocha, ona natomiast ma pomóc Wesley'owi poprawić oceny. Plan idealny, do czasu aż wszystko wymyka się spod kontroli...

"The Duff" z początku zapowiadał się kolejną komedią młodzieżową. Wraz z biegiem akcji film ten wychodzi znacznie poza schemat prostych opowieści dla młodych widzów. To spore, pozytywne zaskoczenie! Nie jest to następca "American Pie" z żartami niskich lotów, oscylujących wyłącznie wokół seksu. Tutaj znajdziemy uniwersalną historię, z prawdziwym przesłaniem, która porusza problemy współczesnych nastolatków (cyberprzemoc, ślepa pogoń za modą i urodą, brak samoakceptacji, społeczny ostracyzm). Nie mamy też kolejnej komedii romantycznej, gdzie mało urodziwa uczennica zmienia się pod koniec w prawdziwą piękność. Twórcy chcą nauczyć jak pokochać siebie i pozostać zawsze wiernym własnym zasadom. Nie jest to oczywiście film bez wad, jednak w kategorii kina dla nastolatków to historia mająca przesłanie i do tego lekką i zabawną oprawę, przez co wyróżnia się na tle podobnych amerykańskich produkcji.

Opisując "The Duff" warto wspomnieć też, że powstał on na podstawie amerykańskiego bestsellera wydawniczego (pod tym samym tytułem), który wyszedł spod pióra nastolatki - Kody Keplinger. Autorkę zainspirowała prawdziwa historia, gdy pierwszy raz od usłyszała jak jej koleżanka jest nazywana duffem. Nie znała tego określenia, postanowiła zagłębić się w temat i zrozumiała, że słowo to dotyczy każdego z nas. Stało się to inspiracją do zabawnej powieści, którą Keplinger napisała mając siedemnaście lat. Za kinową ekranizację odpowiada reżyser Ari Sandel (mający na swoim koncie niewielki komediowy dorobek) oraz scenarzysta Josh A. Cagan. W filmie zobaczymy też znanego szerszej widowni (szczególnie z cyklu "Kac Vegas") komika Kena Jeonga oraz ciekawych aktorów młodego pokolenia.

Określenie "duff" weszło już na stałe do słownika amerykańskich licealistów. A jak będzie po premierze filmu w Polsce?


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

4 thoughts on “Jak dobrze być sobą – recenzja „The Duff”

Dodaj komentarz