IRON SKY. INWAZJA pochłania niczym głodny dinozaur!

Kosmiczna Rzesza pochłonęła go bez reszty

Reżyser Timo Vuorensola o „Iron Sky. Inwazja”

Nazistowska baza na Księżycu, najbardziej nieprawdopodobne teorie spiskowe i satyra na system polityczny podana w sosie science-fiction sprawiły, że projekt „Iron Sky” przyciągnął zainteresowanie internautów na całym świecie. Crowdfunding, który teraz jest już dla filmowców popularną formą finansowania produkcji, na początku lat dwutysięcznych jeszcze raczkował. Ekipa „Iron Sky” zorganizowała wówczas drugą w historii kina zbiórkę pieniędzy od fanów i zdobyła niebagatelną sumę ponad 2 milionów euro. Tak ogromny sukces należało powtórzyć, więc od razu po premierze w 2012 roku reżyser Timo Vuorensola rozpoczął pracę nad scenariuszem następnej części filmu.

Kontynuacja kultowej produkcji, „Iron Sky. Inwazja”, powstawała przez sześć lat – przez taki okres czasu można bardzo zżyć się z projektem. Timo Vuorensola śmieje się, że produkcja pochłonęła go niczym głodny dinozaur. To porównanie nie może dziwić, w końcu pradawne stworzenia to ważna część stworzonego przez reżysera uniwersum: „Wizja filmu zaczęła się kształtować w mojej głowie, gdy układałem listę rzeczy, które uwielbiam. Takich jak przygody w stylu Indiany Jonesa, dinozaury i precyzyjnie opowiedziane historie, które suną do przodu niczym lokomotywa. Z tymi pomysłami w głowie wiosną 2013 roku rozpocząłem prace nad scenariuszem. Nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie” – wspomina Vuorensola. „Chciałem odejść nieco od mrocznego, pozbawionego nadziei klimatu pierwszej części „Iron Sky” i przedstawić zupełnie nowe otoczenie: bujną, zieloną Wewnętrzną Ziemię, kipiące życiem miejsce, gdzie zawsze świeci słońce. Wiedziałem, że będę potrzebował poważnych efektów specjalnych i eksperckiej wiedzy, jak ożywić na ekranie dinozaury. Gdy spotkałem ludzi z Pixomondo (kanadyjskiej firmy zajmującej się tworzeniem efektów komputerowych i wizualnych), byłem pewien, że poradzą sobie z moją wizją”.

Timo Vuorensola ma 40 lat i pochodzi z Finlandii. Jest reżyserem-samoukiem i muzykiem. Obecnie kończy prace nad następnym filmem z uniwersum Iron Sky - „The Ark”, którego premiera zapowiedziana jest jeszcze na ten rok. Twórca nie ma zamiaru na tym poprzestać i zapowiada kolejne części sagi o nazistach z kosmosu: „Iron Sky: The Endgame” oraz serial telewizyjny.

„Iron Sky. Inwazja” to wyczekiwana kontynuacja kultowego hitu z 2012 roku. Epicka, wypełniona akcją i humorem produkcja science-fiction, inspirowana wojenną historią, okultyzmem i popularnymi teoriami konspiracyjnymi. W obsadzie filmu zastrzyk świeżej krwi oraz powrót dobrze znanych twarzy z „jedynki”, na czele z charyzmatyczną Stephanie Paul, Julią Dietze i słynnym niemieckim aktorem, ulubieńcem Larsa von Triera – Udo Kierem. Budżet „Iron Sky. Inwazja”, podobnie jak przypadku części pierwszej, został w całości sfinansowany przez fanów filmu z całego świata. Muzykę, po raz drugi w historii serii, skomponował zespół Leibach – żywa legenda awangardowych brzmień.

Mija 20 lat od chwili, gdy inwazja kosmicznych nazistów doszczętnie zrujnowała Ziemię. Niedobitki ludzkości, które przetrwały nuklearną zagładę, opuściły planetę i znalazły schronienie w byłej bazie wroga na Księżycu. Wciąż jednak jest dla nich nadzieja. Okazuje się, że głęboko pod powierzchnią zniszczonej Ziemi znajduje się coś, co może uratować świat. Sprawę postanawia zbadać grupa śmiałków. Podczas wyprawy do wnętrza planety bohaterowie odkryją zdumiewającą prawdę, stojącą za powstaniem gatunku ludzkiego. Przyjdzie im też walczyć z sekretnym Towarzystwem Vril, pradawną rasą Reptilian i kontrolowaną przez nich armią dinozaurów.

Kontynuacja kultowej produkcji science-fiction w kinach 3 maja

Źródło: materiały prasowe
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz