Iron Man 3 recenzja filmu

źródło: TotalFilm

Na samym początku mówię z pełnym przekonaniem: nowy Iron Man to bardzo dobre kino. Choć jest wiele wątków, do których mogą przyczepić się takie geeki jak ja - uważam nową ekranizację za kolejny, świetny etap w produkcjach Marvel Studios.

Głównie w Stanach Zjednoczonych (mimo rewelacyjnego wyniku w box office) Stark oberwał mocno po głowie. Nieprzychylne recenzje widać było nie tylko na portalach tematycznych, ale także w komentarzach, czy twitterze. Co sprawiło, że fani się oburzyli? Takich momentów w Iron Manie jest bardzo dużo, jednak trzeba pamiętać, że jest to wizja reżysera i niekoniecznie musi biec równo z komiksem. Nigdy także nie zobaczymy dosłownej interpretacji, dlatego taki film nazywam adaptacją. Zanim przejdę do opisu fabuły zaznaczam, że bez podstawowej znajomości uniwersum (czyli obejrzeniu poprzednich części, a także Avengersów) - na tym seansie kompletnie się pogubicie. Pojawia się tam tak dużo nawiązań, że warto zrobić sobie wycieczkę nawet po takich produkcjach jak Thor. Wątki z uniwersum Marvela (dążącego do połączenia postaci w jednej produkcji) jest multum, a reżyser nie ma zamiaru prowadzić nas za rękę - zdaje się mówić: nie wiesz o co chodzi? wypad z kina! Co oczywiście wpływa na plus tej ekranizacji. Nie od dziś wiadomo, że tego rodzaju obraz jest przeznaczony dla specyficznej grupy odbiorców.

źródło: TotalFilm

Trzecia część to teatr właściwie jednego aktora. Tony Stark stając się jednym z Mścicieli, a także potężnym superbohaterem wraca do swoich przyzwyczajeń sprzed poznania Pepper Potts. Mało tego - nie potrafi stwierdzić, czy to on jest zbroją, czy zbroja tworzy Starka? Zaburzenia doprowadzają do omamów i stanów lękowych, z którymi nie może sobie poradzić nie siedząc w stalowym kostiumie. Do tego wszystkiego na świecie pojawia się potężny złoczyńca. Arabski terrorysta wypowiadający wojnę USA każe zwać się Mandarinem, i przede wszystkim wkurza Starka bezpośrednim atakiem na jego bliskich. Rozbity filantrop w towarzystwie prototypów kolejnych zbroi, wypowiada otwartą wojnę, co kończy się kompletną katastrofą.

Przeciwnicy Tony'ego Starka w komiksie to zazwyczaj kosmici, lub magowie. Mandarin jest największym nemesis marvelowskiego bohatera, ale sposób w jaki został pokazany rozśwcieczył fanów. Osobiście uważam ten zabieg za ogromny sukces, tak samo jak popierałem genezę Kapitana Ameryki w filmie o tym samym tytule (obejrzycie załapiecie). Film przede wszystkim ma deficyt Iron Mana, a nadmiar Tony'ego Starka. To jego problemy umysłowe i emocjonalne są w tej części najważniejsze. Downey Jr rewelacyjnie wybrnął i jak zawsze razem z twórcami utrzymuje rozpoczętą w pierwszej części konwencję. Nie tracący humoru nawet w najgorszych momentach milioner wie, że gdy przyjdzie czas będzie musiał poświęcić to co kocha najbardziej. Obraz obfituje w fenomenalne sceny walk (z udziałem niezliczonej liczby zbroi), genialne efekty specjalne, a wszystko okraszone jest potężną dawką dowcipów. [SPOILER ALERT] Czytacie kolejne zdanie na własną odpowiedzialność: tak! Jest dwóch villainów. Tak! Każda postać przywdzieje zbroję. Tak! Płk. Rhodes jest Iron Patriotem.

źródło: Nerdist.com

Kolejny raz Marvel Studios udowadnia, że wpompwanie disneyowskich pieniędzy nie idzie na marne. Zatrudniają gwiazdy najwyższej klasy, a twórców swoich ekranizacji dobierają bardzo pieczołowicie. Tak jak wspominałem wcześniej - nie siadajcie do tego filmu bez odrobionych lekcji i poczekajcie aż wszystkie napisy się skończą. Bez zawahania 7/10.

ZWIASTUN:


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz