Indycze ab ovo ? recenzja ?Skubanych?

Czy wiecie, że podczas pierwszego Dnia Dziękczynienia w roku 1621 koloniści i Indianie jedli wspólnie mięso kaczki, gęsi i jelenia? Takie tradycyjne potrawy jak pieczony indyk czy ciasto z dyni wkroczyły do menu dopiero później. Gdyby wiedzieli o tym też dwaj bohaterowie Skubanych, Franek i Olo, prawdopodobnie zaplanowaliby swoją podróż do przeszłości inaczej. Historyczne nieścisłości nie przeszkodziły im jednak w podjęciu misji mającej na celu uratowanie indyczej populacji przed coroczną wyrzynką. I o ile im jaj w zupełności nie brakuje, to sama animacja mogłaby być zrobiona z większym.

Skubani to buddy movie w wersji ptasiej, choć nasze dwa indyki muszą na swa przyjaźń najpierw zapracować. Outsidera Franka spotkało wielkie szczęście ? mimo mało reprezentacyjnego wyglądu został ułaskawiony przez samego prezydenta. Jego beztroski, celebrycki żywot zakłóca wtargnięcie Ola, który ma opracowany szalony plan cofnięcia się w czasie do pierwszego Dnia Dziękczynienia, zmienienia tradycji i tym samym ocalenia milionów indyczych istnień. Z niejasnych powodów niezbędny do tego jest właśnie Franek, który od przygód zdecydowanie woli wygodny fotel, różowe kapciochy i brazylijskie tasiemce. Co innego Olo, indyk czynu, wyrośnięty i umięśniony idealista o prawdziwie ptasim rozumie. Skontrastowanie postaci mózgowca i osiłka stanowi najobfitsze źródło komizmu. Chwyt to może w kinie oklepany, ale jak widać wciąż niewyeksploatowany.

Źródło: Monolith

Ta wtórność, która może dorosłych widzów zrażać, pewnie umknie uwadze dzieci, a to w końcu głównie dla nich Skubani są przeznaczeni. Znajdą się tu sceny, które rozśmieszą każdego bez względu na wiek (początkowa sekwencja na farmie czy też ptasie prężenie muskułów), jednak brak tu mrugnięć okiem czy aluzji, które wychwyciliby z zadowoleniem starsi odbiorcy. Jaja jak berety? Niestety nie tutaj (chociaż nie ma o co też rwać piór ? to wciąż komedia, tyle że nie najwyższych lotów).

W całkowitym podbiciu serc publiczności (już bez znaczenia, z jakiego przedziału wiekowego) na przeszkodzie stanął animacji również brak wdzięku. Poza mało rozgarniętym, lecz za to wielkodusznym Olem, którego kupujemy bez zastanowienia, trudno tu o postać budzącą sympatię bez żadnych zastrzeżeń. Franek jest zbyt przemądrzały, a reszta ptasiego stada, w tym jego ukochana Tatanka, mało wyrazista. 200 procent normy milusińskości wyrabiają za to pisklęta, śliczne pierzaste kuleczki o oczętach Kota w Butach, które wzbudzają matczyne instynkty nawet w największych twardzielach. Wszystko dali z siebie także zaangażowani w dubbing Cezary Pazura oraz Piotr Fronczewski. Dwa spośród najbardziej charakterystycznych polskich głosów obdarzają animowanych bohaterów solidną porcją charyzmy.

Mimo pewnych niedociągnięć Skubanych w trakcie seansu prawdopodobnie nie będziecie siedzieć jak kura na jajkach. Twórcy (odpowiedzialni za Shreka oraz Horton słyszy ktosia) nie robią widza w jajo i oferują przyzwoitą zabawę ? trzeba przyznać, że nie zabrakło im fantazji i zamykają tę historię w zgrabny i ciekawy sposób. Jednak czy film stanie się kurą znoszącą złote jajka? Wątpię, na to jednak zabrakło im jaj.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz