III RP. Zapis choroby ? recenzja ?Służb specjalnych?

Sala na pokazie przedpremierowym ?Służb specjalnych? w warszawskim kinie Atlantic wypełniona była po brzegi. Tak duże zainteresowanie to chyba bardziej zasługa kontrowersji  pojawiających się od paru miesięcy wokół tego filmu niż osoba reżysera, powiedzmy sobie szczerze, skompromitowanego ostatnimi filmami. Vega wywołuje zażenowanie u polskich widzów już od drugiego swojego pełnometrażowego filmu. Nic więc dziwnego, że w najnowszym dziele postanowił  wrócić do korzeni i pozbyć się klątwy ?Last minute?. Fani ?PitBulla? będą jednak zawiedzeni. Nowy obraz nie jest tak dobry jak kultowy już serial, ale potencjał jest... na serial właśnie.

Bolączką ?Służb specjalnych? są dwie zasadnicze kwestie: niepohamowane, górnolotne ambicje i bardzo złe aktorstwo drugoplanowe. Po drodze można jeszcze zarzucić Vedze nie do końca udane pomysły strukturalne,  jeszcze bardziej, zupełnie niepotrzebnie, wikłające tę historię . Przez pierwsze 20 minut trudno się w tym filmie połapać. Sprawy nie ułatwiają swoiste ?przypisy? pojawiające się na ekranie, które niezorientowanemu odbiorcy (czyli prawie wszystkim) tłumaczą slang, którym posługują się służby. Kuriozalną koncepcją przy tym są więc pojawiające się dodatkowo, niekonsekwentnie i zupełnie arbitralnie plansze, mające chyba wynieść ten film na nieznany dotąd Patrykowi Vedze i, mam wrażenie jednak, niepoznany poziom metaforyki.

Film ucieszy i sprawi wyjątkową frajdę miłośnikom teorii spiskowych. Vega chce nam przekazać lotną ?prawdę?, że państwo polskie istnieje teoretycznie. Nie wierzycie? Obejrzyjcie i przekonajcie się. Świat w ?Służbach specjalnych? jawi się jak w ?Procesie? Kafki. Miejmy tylko nadzieję, że seria absurdów u polskiego reżysera to jego pobożne życzenia.

Z wielkiej polityki będzie tu wszystko, czym żyliśmy od 2006 roku. Wtedy to rozwiązano Wojskowe Służby Informacyjne, tym wydarzeniem rozpoczyna swoją ?bajkę? Vega.  Srogi i nieuznający słowa sprzeciwu generał Światło powołuje nową jednostkę do zadań specjalnych. Trafiają tam trzej główni bohaterowie, których historię - tę prywatną i tę w organizacji - śledzić będziemy równolegle. To postaci wielowymiarowe, więc oprócz tego, że będą masakrować ciała, szantażować, spiskować i łamać kości, to w życiu osobistym każdy z nich przeżywać będzie tragedię. Prawdziwy popis aktorstwa da tutaj Janusz Chabior. Grany przez niego pułkownik Marian Bońka uwiedzie absolutnie każdego widza czarnym humorem. Dobrze też wypada Wojciech Zieliński, czyli kapitan Janusz Cerata zmagający się ze stresem pourazowym, weteran wojny w Afganistanie. Do silnych męskich postaci zaliczyć też można Aleksandrę Lach - podporucznik z problemami emocjonalnymi. Gdyby nie parę drętwych kwestii Olga Bołądź mogłaby być z tej roli dumna. Jednak prawdziwą bombę serwuje nam Vega w wydarzeniach. Oto bowiem, mimo że nie padają żadne nazwiska, to charakteryzacja nie pozostawia wątpliwości, że postaci przewijające się na ekranie mają swoich odpowiedników w rzeczywistości. Oto mamy okazję zobaczyć, co działo się w mieszkaniu Barbary Blidy w chwili jej samobójstwa albo poznać alternatywną wersję tragicznych zdarzeń w biurze Samoobrony z 5 sierpnia 2011 roku. Wątek wcale niesamobójczej śmierci Andrzeja Leppera na pewno wywoła burzę.

Film Vegi ma podobne ambicje jak niedawny ?Układ zamknięty? Bugajskiego - przestraszyć widza i zdyskredytować organizację państwa. Wskazać, że tym wszystkim rządzi jakaś niewidzialna, ale postawiono wysoko ręka. Być może mająca swoje korzenie w poprzednim systemie politycznym. Co powoduje, że te filmy, mimo chytrych założeń, ?robią swoje? i pomimo dużego sceptycyzmu w podejściu, działają? Na pewno oparcie historii na prawdziwych zdarzeniach. I mimo że twórcy bronią się sprytnym zabiegiem ?przypadkowości zdarzeń i postaci?, to z drugiej strony kampanię promocyjną budują na ?historii, która wydarzyła się naprawdę?. Patryk Vega chwali się, że 2 lata pracował nad dokumentacją do ?Służb specjalnych?. Jest też, podobno, w posiadaniu wielu ściśle tajnych informacji, o których wiedzą trzy osoby w państwie. Cóż... czy więc  reżyser ?Ciacha? stał się więc najbardziej niebezpieczną osobą w teoretycznie nieistniejącym państwie?

Dla niektórych będzie to obraz na wskroś surrelistyczny, dla innych do bólu prawdziwy. Radzę uwierzyć w tę pierwszą opcję, bo przy drugiej po wyjściu z kina można złapać głęboką depresję i rozważać emigrację. Poza instytucjom, które mają chronić obywateli, dostaje się tutaj także Kościołowi i służbie zdrowia. Te dwa wątki zostały jednak potraktowane stosunkowo sprawiedliwie. Vega daje im chwilę i pozwala się bronić. Ośmieszony zakonnik dostaje swoją szansę i wykorzystuje ją dla zbożnego celu. Czyż nie powiedziane jest, że ?Jeden nawrócony więcej wart niż 99 prawych i sprawiedliwych?? Chora służba zdrowia wprawdzie sama potrzebuje terapii, ale jednak leczy, wszystko dzięki temu, że ma świetnych lekarzy.  Czyżby Vega nakręcił moralitet?...


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz