?Historie rodzinne? – recenzja filmu

Ci, którzy znają Sarę Polley tylko z aktorskich kreacji  będą zaskoczeni. Ta krucha blondynka znana z takich produkcji  jak  ?Świt żywych trupów?; ?Królowie życia? czy ?Mr. Nobody? jest też scenarzystką i reżyserką. Jej adaptacja opowiadania ?Daleko od niej? otrzymała w 2007 roku dwie nominacje do Oscara. W swoim dorobku reżyserskim do tej pory ma kilka filmów krótkometrażowych i dwie pełnometrażowe fabuły. Film, który wejdzie na ekrany polskich kin 15 listopada to prawie dwugodzinny dokument, interesujący pod względem formalnym i przede wszystkim ciekawe, wciągające kino, w którym, mimo że Sara tym razem eksperymentuje i improwizuje, tematycznie wciąż próbuje badać tajemnice relacji damsko-męskich.

?Historie rodzinne? (org. ?Stories We Tell?) to dokument z tych, które to zaczynają pełnić w kinie jeszcze inną funkcję niż dotychczas, nie tylko poznawczą. Wielu reżyserów załatwiało swoje sprawy, dając upust nagromadzonym emocjom, rozliczając się z przeszłością, w kinie, mistrzowsko ukrywając liczne wątki autobiograficzne w swoich fabułach. Ale  takiego ekshibicjonizmu w pokazywaniu swojej rodziny wprost, jak Polley, nie spotyka się często. Na polskim gruncie dorównać jej może chyba tylko Marcin Koszałka. Jego dokumentalny debiut ?Takiego pięknego syna urodziłam? wywoływał kontrowersję i sensację. Mówiło się, że skompromitował swoją niepanującą nad emocjami matkę i wyśmiał ojca pantoflarza, tymczasem obnażanie własnych problemów rodzinnych przyniosło mu naprawę relacji z matką, kilka nagród przy okazji i rolę demaskatora.  Na własnym przykładzie dokonał wiwisekcji  trudnych spraw rodzinnych i przesunął granicę w pokazywaniu intymności na ekranie.  Jeszcze inny przykład z naszego podwórka. Ostatnio głośno o najnowszych filmach wybitnych dokumentalistów - Marcela Łozińskiego i jego syna - Pawła. ?Ojciec i syn?  i ?Ojciec i syn w podróży? to obrazy zmontowane po wspólnej podróży, dwie wersje, tak naprawdę, jednego filmu, dwie wersje historii tej samej relacji. Dwaj wybitni artyści na oczach całego świata wyrzucają z siebie żale, urazy, przepraszają, rozdrapują rany, przyznają się do błędów i z tej osobistej wycieczki wracają skłóceni. Wszystkie te filmy mają bardzo ważne zadanie - są kuracją dla wrażliwych artystycznych duch i formą terapii dla nich samych i najważniejszych osób, które mają dookoła siebie. Sarah Polley zaprasza nas, abyśmy brutalnie weszli z butami w jej życie. Chce być nie tylko reżyserem tego przedsięwzięcia, ale i obserwatorem, bo historia, która pomimo tego, że już się wydarzyła, ożywa i nabiera kształtów na nowo, na jej oczach, podczas pracy przy filmie. Reżyserka relacjonuje w pasjonujący sposób własne śledztwo, które przeprowadziła jako dorosła kobieta i które pomogło jej odkryć tajemnicę związku jej rodziców. Polley jest tutaj detektywem, siłą sprawczą, która swoimi pytaniami prowokuje do coraz intymniejszych zwierzeń. Przyzwyczajona do fabularnej dyscypliny scenarzystka dała się poddać temu, co zaczęło dziać się przed kamerą. Przy tym filmie z każdym kolejnym dniem powoli odkrywałam, co robi ę. Z każdym kolejnym wywiadem i każdym kolejnym ujęciem składałam poszczególne elementy w całość  - mówiła Polley. Widać, że zależało jej na jak największym zobiektywizowaniu tej opowieści, a perspektywa to kolejny jej fetysz. Chcąc dociec prawdy, trzeba zbadać jak najwięcej przekazów - uważa Polley i pozwala mówić wielu świadkom. Historia, którą tworzy składa się ze wspomnień ludzi, którzy na różny sposób uczestniczyli w życiu jej rodziców - aktorów. Powoli odkrywane są kolejne karty, a co i rusz w tej opowieści wyskakują niespodzianki  jak królik z kapelusza, a rodzinne sekrety mienią się różnymi odcieniami, czasem są smutne, czasem śmieszne, nawet niekiedy gorzkie, ale bez wątpienia dobrze opowiedziane. Treść wraz z rozwojem zyskuje wielkowymiarowość, zaczyna się słodkimi i ciepłymi wspomnieniami o uwielbianej przez wszystkich Diane Polley, kolejne prowokujące pytania reżyserki skłaniają rozmówców do skorych wynurzeń i szczerości. Wspomnienia ilustrowane są obrazkami rodzajowymi z nieżyjącą już matką w roli głównej, przy pomocy kamery Super 8 i profesjonalnych aktorów. W ten sposób, tworząc retrospekcje, Sara nadaje autentyzmu i wprowadza nostalgię, utwierdza w przekonaniu, że ta historia wydarzyła się naprawdę, ale konstytuuje się dopiero na taśmie filmowej. Chociaż ?Historie rodzinne? mogłyby stanowić kanwę dobrego dramatu, to Polley potrzebny był ten dokument, aby odnaleźć własną tożsamość i aby pomóc odszukać się w tej trudnej sytuacji także innym. Bo nie tylko Sara mierzy się z filmem i prawdą w nim zawartą, blisko do głosu dopuszcza też osobę, która jest chyba najbardziej na rodzinnych grzechach straciła, swojego ojca. Michael czyta komentarz z offu i w tym momencie konfrontuje się z prawdą wygłoszoną na głos przez  samego siebie. Mocny to zabieg, ale i skutecznie oczyszczający atmosferę w domu. Polley jest  odważna, serwować coś takiego swojemu ojcu? Ale nadrzędna jest dla niej prawda, dlatego w jej dokumencie klamrą kompozycyjną jest autotematyczna refleksja o tworzonym dziele i demaskacja warsztatu - widzimy Sarę z kamerą, wiemy o jej wizji dokumentu, sama pokazuje się przy pracy, chętnie opowiada o swoich emocjach, które jej przy tym towarzyszą. Z tego seansu wynika coś jeszcze. Mimo że ?Historie rodzinne? są formą terapii, to nie została ona zakończona wraz z ostatnimi klatkami tego dokumentu. Przedłużająca się niemiłosiernie końcówka świadczy o tym, że Sara nie wie, gdzie postawić kropkę, gdzie położyć akcent, jak zakończyć tę próbę sił. To poszukiwanie puenty nadal znamionuje o świeżych jeszcze przeżyciach i pokazuje, że ten film rozbudził nieznane obszary do zbadania we własnym wnętrzu. Oby się Polley udało to wszystko tak sprawnie poukładać, jak materiał filmowy.

 
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz