Godzilla nie taka straszna jak… ? recenzja filmu „Godzilla”

Już w ten piątek na ekranach zobaczymy wysokobudżetową produkcję ?Godzilla?. Długo czekałam na ten moment. Przy okazji kolejnych zapowiedzi starałam się zestawić wszystko w jakąś logiczną całość na tyle, by wywnioskować , w którym kierunku podąży reżyser Gareth Edwards. Niestety kampania promocyjna była na tyle oszczędna w przekazach, że musiałam się obejść smakiem ? aż do mojej wizyty w kinie.

Znakomity opening, zrealizowany w klimacie materiałów archiwalnych, już w pierwszych minutach daje wyobrażenie tego, czego możemy się spodziewać. Ku mojej nieopisanej radości, film jest wierny japońskiemu oryginałowi, więc japońscy producenci powinni być zachwyceni efektem końcowym. Studio Legendary Pictures zdążyło nas już przyzwyczaić do produkcji na wysokim poziomie, a i ?Godzilla? nie odbiega od standardów. Im dalej w film, tym coraz bardziej ciekawie. Mamy zatem tajne korporacje, zagadkowe eksperymenty, utajnione materiały. Edwards co i rusz podsyła widzowi kolejne tropy i nowe smaczki, które wyśmienicie budują klimat całej historii. W zwiastunach widziałam Bryana Cranstona, Kena Watanabe, Aarona Taylora-Johnsona i Julię Binoche, więc spodziewałam się postaci naładowanych emocjami. Trochę ich niestety zabrakło ? było tylko dobrze, a mogło być rewelacyjnie. Nie znalazłam postaci, z którą mogłabym się identyfikować, kibicować jej, przeżywać to, co ona;  żaden z bohaterów nie ?porwał? mnie na tyle, by wywołać uczucie empatii. Krtań ze wzruszenia się nie ścisnęła, serce nie zadrgało, a oczy nie spociły, mimo tego, że z natury jestem wrażliwcem i byle kreskówka potrafi wywołać u mnie łzy wzruszenia. Tu niestety tego zabrakło.

Za to tytułowy bohater zrobił na mnie ogromne wrażenie. Tylko jakoś mało go było. Jednak jego obecność wynagradzała mi wszystkie niedociągnięcia. Wielki... Ba! Ogromny (nie zdradzę ile mierzy, nie chcę pozbawiać was tego uczucia i okrzyku ?wow?) stwór w służbie ludzkości pojawia się, znika i znów pojawia, walcząc ze zmutowanymi potworami zwanymi Muto, które żywią się energią nuklearną i tym samym stanowią ogromne zagrożenie dla gatunku ludzkiego. Tylko jedna osoba od samego początku zdaje sobie sprawę z istoty niebezpieczeństwa. To były naukowiec Joe Brody (Bryan Cranston), który wraz ze swoim synem Fordem (Aaron Taylor-Johnson) próbuje zdobyć dowody na potwierdzenie swoich tez i domysłów. Równocześnie na placu boju, kiedy Muto atakuje ludzkość i niszczy wszystko w zasięgu wzroku, pojawia się Godzilla. Jej prawdziwe intencje rozumie tylko doktor Ichiro Serizawa (Ken Watanabe), który widzi w niej sprzymierzeńca (jak mówi ?W swej arogancji ludzie myślą, że panują nad naturą, a nie, że jest na odwrót), pozostali mają bestię za kolejnego wroga.

Może i Gareth Edwards jest początkującym reżyserem i nie należy do grona rozpoznawalnych twórców (po ?Godzilli? na pewno będzie), ale z tworzeniem efektów specjalnych radzi sobie naprawdę nieźle. Mamy zatem autentyczną, niesamowitą wizualnie demolkę w wykonaniu Godzilli. Skala zniszczeń jest niewyobrażalna, a gdy król potworów pojawia się na ekranie, by wydać swój charakterystyczny ryk, można dostać gęsiej skórki i poczuć ciarki na całym ciele. To naprawdę duże przeżycie! Fani ?Godzilli? powinni być zachwyceni, gdyż mamy do czynienia z jedną z najlepszych adaptacji filmowych. Co prawda film widziałam tylko w 2D, ale warto pójść na seans w 3D, czego nie omieszkam zrobić JESZCZE RAZ i JESZCZE RAZ.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz