„Głupi i głupszy bardziej” – głupota (nie) boli – recenzja filmu

20 lat minęło, jak jeden dzień - podśpiewuję sobie radośnie po wyjściu z sali kinowej, w której wyświetlono właśnie "Głupiego i Głupszego Bardziej". Kultowa komedia, z parą rozkosznych tępaków (w rolach głównych niezmiennie Jim Carrey i Jeff Daniels), doczekała się bowiem sequela, który to okazał się porządną retrospekcją - ma w sobie wiele z kalki, ale i wiele z zaskakujących rozwiązań, utrzymanych w rozpoznawalnych kategoriach absurdu, łączonego z czarnym humorem.

Para nierozgarniętych przyjaciół ponownie staje przed wyzwaniem przemierzenia kraju, w celu odnalezienia nieślubnej córki Harrego, będącej dla niego szansą na ocalenie wątłego życia. Nie-szczęśliwe wypadki spadają na nich same, a oni posłusznie oddają się im z nieskrywaną nieroztropnością. Wszystko, co stanie na ich drodze, jest dla nich nieprzewidywalną inspiracją, przyczynkiem do zrobienia czegoś, co zadziwi, co rozbawi, co przyciągnie wzrok. Oni zdają się być obojętni wobec reakcji otoczenia - są sobą i doskonale się uzupełniają. Tak, jak zapewniają producenci: w ciągu minionych 20-tu lat, żadna myśl ? niezmiennie - nie skalała ich głów.

Carrey i Daniels niezwykle płynie odnaleźli się w swoich rolach - nie ujmując im uroku, jaki znamy z ich debiutanckich popisów. Zwinnie powtórzyli swoje "stare numery", odegrali charakterystyczne gesty, oddali się zupełnemu zapomnieniu intelektualnemu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że w swojej pierdołowatości są niezwykle wiarygodni.

Mierzenie się z dziełem - w pewien sposób - wpisanym w komediowy kanon jest niezwykle ryzykownym przedsięwzięciem. Reżyserski duet Bobby?ego i Petera Farrelly postanowił odświeżyć to, co zapomniane - zrobił to zadowalająco tak, że poziom żenady utrzymuje się na podobnym poziomie, jaki łączymy ze znaną nam dotąd produkcją.

Jest to na pewno film, będący kuszącą propozycją na monotonne i przygnębiające jesienne wieczory - zapewnia humor, specyficzny humor, będący gwarancją kilku uśmiechów, a może nawet kaskady wesołości. Wszystko przecież zależy od tego, gdzie się kończy nasze indywidualne poczucie humoru, a gdzie zaczyna? umęczona irytacja.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz