„Gloria” – gorzko-słodka historia samotności – recenzja filmu

Dancing. Tam wszystko się zaczyna. Tam kończy się rutyna dnia codziennego . To miejsce odwiedza Gloria - kobieta w średnim wieku, która w trakcie wieczornych potańcówek próbuje odnaleźć kogoś, kto pozwoli wypełnić jej pustkę w życiu.

Gloria jest socjologiem, ma 58 lat i charakterystyczne wielkie okulary, dodające uroku. Z mężem rozwiodła się przed dwunastoma laty. Każdy dzień wygląda tak samo - samochód - praca - dom. Dorosłe dzieci żyją własnym życiem, sąsiedzi ciągle się awanturują, a ona czując się nikomu niepotrzebna, poszukuje miłości na dancingach. Wszystko zmienia się, gdy poznaje tam Rudolfo - sympatycznego starszego pana, który zakochuje się w  niej od pierwszego wejrzenia, słowa, tańca, seksu.

Mamy piękny obraz subtelnej dojrzałej miłości, która rodzi się między bohaterami (od wspólnych kolacji, po odkrywanie drugiej młodości na polu paintbolowym), aż do czasu, gdy pojawią się zakłócenia... Rudolfo - dżentelmen i kawaler z odzysku - nie jest w stanie w pełni odciąć się od przeszłości i dawnej rodziny. Znajomość ta sprawi, że Gloria odkryje swoje życie na nowo, pozna  nieznane dotąd smaki.

Dalszej części fabuły nie powinno się zdradzać i choć brzmi  tajemniczo - cały film jest spokojną, melancholijną opowieścią. Nie jest to film w stylu hollywoodzkich produkcji, komedii romantycznych o urokach dojrzałych miłości, takich jak "Lepiej późno niż później" (z duetem Jack Nicholson i Diane Keaton) czy "To skomplikowane" (z Meryl Streep). Tutaj mamy powolną, stonowaną (choć potrafiącą czasami zaskoczyć) historię, która momentami wywołuje uśmiech, czasem może i wzruszenie, sporo jednak jest tu smutku, goryczy i codzienności.

To drugi film Sebastiana Lelio (odpowiedzialnego za scenariusz i reżyserię) - autora kontrowersyjnej "Świętej rodziny" (2004). Tym razem "Gloria" jest filmem dojrzalszym, subtelniejszym i stosunkowo delikatnym - jak na kino latynoamerykańskie. Świetna jest rola głównej bohaterki Glorii (Paulina Garcia) - nagrodzona zresztą w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem. Wyróżniono  również reżysera - Lelio otrzymał nagrodę specjalną i nagrodę jury.

Na uwagę zasługuje muzyka, która towarzyszy kobiecie na każdym etapie jej dnia, życia (płynie z radia w samochodzie czy głośników na dancingu) i jest bardzo dobrze dobrana do wszystkich scen. Czasami mamy wrażenie, że słowa piosenki są - niczym niewidzialny narrator - odzwierciedleniem emocji bohaterki, jakby ekranowi muzycy puszczali oko do widza.

Nie jest to kino rozrywkowe, nie każdemu film ten się spodoba, niektórych może znużyć powolna narracja, ale z pewnością to obraz, który warto zobaczyć, a ci, którzy zostaną z Glorią do końca - przekonają się, że potrafi ona wyjść z roli matki i babci, i jest zdolna do wielu niespodzianek.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz