Gangster Squad. Pogromcy Mafii recenzja filmu

Ameryka ma ten (nazwijmy to) przywilej, że w historii Stanami rządziły różne frakcje. Na początku byli to rdzenni mieszkańcy, z czasem Meksykanie, a wreszcie koloniści. Potem sytuacja ulegała zmianie, zataczając czasami niebezpieczny krąg. Często do władzy na ulicach dochodzili gangsterzy i mafijni bossowie, którzy uważali że na nowo podbiją kontynent i zostaną panami Stanów Zjednoczonych - a przynamniej tak im się wydawało. Jeden z nich, Mickey Cohen - żydowski bokser, będący uosobieniem brutalności i gruboskórności miał swoje 5 minut. Na szczęście, jego "czas antenowy" ukrócił niejaki John O'Mara.

W kinie było już wiele ekranizacji mafijnych porachunków, szczególnie tych opartych na prawdziwych wydarzeniach. Z bardziej odległych lat można przypomnieć taki serial jak Crime Story, gdzie agenci specjalni polowali na władców podziemia lat 60tych. Nie można także zapomnieć o Nietykalnych, Briana de Palmy będących kamieniem milowym gangsterskiego kina w USA. Nie wymieniam Scarface'a, ponieważ nie jest to według mnie ujęcie sytuacji mafioso - policjant, o które mi chodzi - co tyczy się także Ojca Chrzestnego. Pasuje natomiast oparta na faktach, genialna ekranizacja komiksu Droga do Przebaczenia. Kilka lat wstecz mieliśmy też okazję oglądać Wrogów Publicznych, którzy są największym rywalem Pogromców Mafii w tej kategorii (mówiąc o "nowej" fali kina gangsterskiego). Wszystkich występuących w wyżej wymienionych obrazach rzezimieszków, łączyły cechy: egoizmu, brutalności, pychy i przede wszystkim niepohamowanej rządzy władzy. Mimo, że John Dillinger i Al Capone byli oczytani, raczej nie przebierali w środkach jeśli chodziło o kasę, czy niewyrównane rachunki. Trzeba jednak przyznać, że na przestrzeni lat - Mickey Cohen był największą szumowiną z tej paczki.

mat. prom.

Były bokser o zaledwie 160 cm wzrostu, miał smaka na przejęcie władzy w Los Angeles. Szczycąc się swoją żydowską krwią, przelewał krew wrogów i niewygodnych kontrahentów przed śniadaniem i po kolacji. Nie przebierał w środkach i mimo lekcji savoir vivru - był neandertalczykiem z tommy gunem pod ręką. Jednak jego niezwykłe zamiłowanie do przemocy nie tylko szybko pozwoliło mu wzbić się na wyżyny, ale także odpędzić zakusy mafijnych szefów Chicago od jego miasta. Wyjście z tej sytuacji było tylko jedno - wypowiedzenie wojny świrowi i postawienie na jego drodze człowieka, który będzie potrafił spojrzeć mu w oczy i bezczelnie odstrzelić jego ludzi. Szefowi policji nie mógł się trafić nikt lepszy, jak John O'Mara (Josh Brolin). Weteran drugiej wojny światowej posiadał rewelacyjne wyniki, warunki fizyczne i ogromną niechęć do przekupstwa. Sierżant przyjął zlecenie, dobrał kilku podobnych do siebie psycholi (właściwie jego żona) i rozpoczął podziemną krucjatę (jego grupa działała poza prawem, bez rejestrów, odznak i jakichkolwiek awansów).

mat. prom.

Gangster Squad to rewelacyjny film akcji, osadzony w realiach powojennych, gdzie jeszcze czuć było w powietrzu zapach Dzikiego Zachodu. Oparta na faktach produkcja, fantastycznie oddaje klimat i jest obrazem zdecydowanie lepszym od Wrogów Publicznych. Ruben Fleischer (Zombieland) zrezygnował z długich dialogów (niemniej bardzo dobrych), a zastąpił je dynamicznym i spójnym scenariuszem, który prowadzi nas przez fabułę jak zerwany rollercoaster. Poziom aktorski dostaje najwyższą notę, głównie dzięki Brolinowi i Pennowi. Josh Brolin w głównej roli staje się idealnym kandydatem na starego Bruce'a Wayne'a, jeśli kiedykolwiek ktoś zdecyduje się na ekranizację Dark Knight Returns Franka Millera. Natomiast jego nemesis, otrzymał chyba najlepszą propozycję w swojej karierze. Przypakowany, ucharakteryzowany (spędzał każdego ranka 3h z makijażystką) Sean Penn wbija w fotel jako Cohen. Jednocześnie każdy z brygady pogromców, wnosi co nieco do fabuły i nie daje się nie zauważyć - nawet Nick Nolte bardzo się postarał. Świetne sceny walki, połączone z brawurowymi pościgami i epicką strzelanią stanowią mistrzowską całość. Ciągle nie zdecyowałem się, czy Ryan Gosling ma być taki przezroczysty, czy akurat jemu rola po prostu nie podeszła - tak czy inaczej, przy jego scenach warto się skupić na samej Emmie Stone.

mat. prom.

Dotychczas Crime Story i Wrogowie Publiczni to pierwsze tytuły, które wymieniałem komuś, aby zobaczył dobre gangsterskie kino. Szczerze jednak przyznaję, że Gangster Squad pozamiatał i jest świetnym rozpoczęciem tego roku w kinie sensacyjnym. Nic innego, jak 8/10.

Zwiastun:

Zwiastun Wrogów Publicznych:

Opening Crime Story:

Zwiastun Nietykalnych:

Zwiastun Road To Perdition:


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz