Ekranowa ambrozja – recenzja filmu ?Klopsiki kontratakują?

Deszcz atrakcji spadnie za sprawą powracających ?Klopsików?. Sympatyczna animacja dla dzieci pojawi się ponownie 11 października na ekranach. Klopsiki i inne zjawiska pogodowe tym razem zemszczą się na ich konstruktorze, w końcu ?Klopsiki kontratakują?, ale naprawdę zaatakuje nieobliczalny Chester V.

Znany z pierwszej części genialny konstruktor - Flint Lockwood zostanie wreszcie doceniony, a na jego talencie pozna się idol z dzieciństwa, wspomniany już Chester V, który podstępnie zaprosi go do dołączenia do zespołu Live Corp Company, gdzie żmudnie pracujący jak mrówki ludzie (albo jak pracoholicy w wielkich korporacjach) tworzą wciąż to nowe rozwiązania techniczne polepszające życie społeczeństw. I kiedy wydaje się, że marzenie życia sympatycznego Finta w końcu się ziści, okazuje się, że jego poprzednia, niezbyt udana, maszyna - Replikator Żywności, która zamieniała wodę w żywność, nadal działa i co więcej tworzy krzyżówki jedzenia ze zwierzętami, czyli ?jerzęta?! Produkująca osobliwe hybrydy machina znajduje się na lądzie otoczonym ze wszystkich stron wodą, jednak istnieje poważna obawa, że niebezpieczne jerzęta zaatakują świat. Cwany Chester wysyła w misję oswobodzenia wyspy od żarłocznych darów nieba Flinta, ten zabiera ze sobą paczkę przyjaciół i razem wyruszają w niebezpieczną, ale jakże smakowitą misję. Czy mimo czyhających jadalnych i niejadalnych przeszkód uda im się ocalić ludzkość przed zagładą?

Nieco zawiła fabuła, jak na film dla najmłodszych widzów, w tej sytuacji wypada bardziej na plus, bo już chyba nawet dzieci mają dosyć oglądania cały czas tego samego schematu fabularnego, którym raczą ich dorośli - pojawiają się coraz to niby-nowe opowieści o dysfunkcyjnym bohaterze, który przełamuje swoje słabości. Nietuzinkowy i niezwykły pomysł Judi Barrett na ekranizację czekał 30 lat, a czekał chyba na animację komputerową, dzięki której udało się stworzyć tak niewiarygodny wizualnie przekaz. Nowe ?Klopsiki? nie tracą nic z humoru i pomysłów. Od animacji Sony Pictures nie sposób oderwać oczu. Ta wyborna uczta wizualna oprócz nienaiwnego scenariusza posiada wachlarz ciekawych i oryginalnych postaci, dopracowanych i dających się lubić od pierwszych chwil. Świetnie wyśmiany Chestera V (prezes i guru Live Corp w jednej osobie) jest parodią Steve?a Jobsa - ekscentryczny korpomen wymachuje i wywija kończynami jak na motywującym spotkaniu coachingowym, mającym skutecznie podnieść morale pracowników. Nie do podrobienia jest natomiast mistrz drugiego planu, czasami swoją charyzmą obezwładniająca pierwszy plan i przeciwników, wierny i zawsze w pogotowiu przyjaciel głównego bohatera - Flinta - małpka lubiąca balangi, czyli Steve.

Najbardziej ujmujące w całej bajce są warzywa i owoce, bo jakże było by inaczej. Edukacyjny walor został spełniony w wielu wymiarach, nie tylko w pogadance o sile przyjaźni, jak w wielu tego typu komediach dla dzieci, ale także w promowaniu zdrowej żywności. Wielkie, tłuste i... na pewno niezdrowe hamburgery gigant sieją prawdziwe przerażenie, są złe i atakują ludzi - w prawdziwym życiu od środka, w bajce na zewnątrz, ale wiadomo, kto tu jest niedobry. Jednak mający kończyny z tłustych frytek potwór przejdzie jeszcze na jasną stronę mocy. Ale prawdziwymi przyjaciółmi ludzi staną się urocze i wdzięczne Bananostrusie (żółty banan z nogami strusia - dla jasności), Bizopsy (to warte opisania - połączenie bizona z klopsem posiadające rogi i pokryte grubą warstwą keczupu) i Arbusłonie (jasne, ale chyba niesmaczne), a upiorna kreatura... to znaczy tarantula, a właściwie Tarntoburger - pajęcza bestia machająca odnóżami z frytek zniechęci do siebie niejednego bywalcę fast foodów.

Kolorowo, bogato, suto, ciekawie i mądrze, przy tym pochwała zdrowego żywienia, przyjaźni i więzi rodzinnych. Jest też solidny paszkwil na konsumpcjonizm i wielkie korporacje prześcigające się w coraz to atrakcyjniejszym reklamowaniu i opakowywaniu niezdrowej żywności. W najnowszych klopsikach kontynuacji doczeka się także wątek relacji ojca z synem - wszystkie te umoralniające wątki w nienarzucający się sposób zostały sprytnie i z wyczuciem wplecione. Dzięki technice 3D żywność zyska tylko na gibkości, spektakularnych efektów nie należy się spodziewać - trójwymiar staje się już standardem w animacjach, niezbędnym dodatkiem i już tak nie zachwyca, szczególnie obytych w tej materii dzieci. ?Klopsiki kontratakują? z pewnością nie będą ofiarą rozrywkowego przesytu i dostatku, same tę granicę przekroczyły w 2009 roku i nadal trzymają się wysokiego poziomu, klopsiki to wciąż kinowy smakołyk.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz