Dopóki piłka w grze… – recenzja filmu ?Piłkarzyki rozrabiają?

Widownia na sali kinowej może nie będzie przez pierwszą połowę buczeć, ale 45 minut do gwizdka to niestety nudne widowisko. Postaci, które figurują jako piłkarze, będą leniwie snuć się po boisku, wymieniając bezwiednie podania, czasem kogoś złapie wena na jakąś akcję, ale żadna bramka nie padnie, jedynka w składzie nie będzie miała wiele do roboty. Na szczęście reżyser otrząśnie się z marazmu i niczym wysoko opłacany menadżer lub, jak kto woli, trener, który niejedno już miał pod swoimi skrzydłami, dokona paru zmian i wprowadzi wreszcie do fabuły prawdziwe i niezawodne gwiazdy - nie oszukujmy się, na stadion, tudzież do kina, to właśnie nazwiska zwabiają pikniki. Tę ładną animację podciągną do góry panowie, bez których nie wyobrażamy sobie żadnego meczu - Szpakowski i Zimoch swoimi głosami w mistrzowski sposób podkręcą atmosferę.

Fabuła ?Piłkarzyków...? przypomina nieco biografię Messiego - od pucybuta do milionera, w tym przypadku od stołu w podrzędnym pubie do wielkiej piłkarskiej areny.  Tymoteusz to prawdziwy pasjonat footballu. Nieco nieśmiały i zakompleksiony kosi wszystkich w piłkarzyki.  Jego bronią jest nie tylko zręczność, ale też pokora, skromność i dobrze wpojone zasady moralne. Zupełnym przeciwieństwem Tymka będzie nie bez powodu jego największy rywal - Dariusz ?Kosmos? Kosmala - cyniczny wyrachowany typ, który zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel.  W rajdzie po wygraną nie cofnie nogi przed brutalnym faulem, jego gra będzie brudna i pełna nieuczciwych zagrań.  Jeden pojedynek to będzie dla Kosmali mało, przed narcystycznym pyszałkiem trzeba będzie ocalić miasto i ukochaną. Kiedy sytuacja będzie beznadziejna, a wynik przesądzony, Tymoteusz przypomni sobie o doliczonym czasie, który zawsze wprowadza na murawę dodatkową nadzieję. Z odsieczą przyjdą mu... piłkarzyki. Ołowiani przyjaciele ożyją i pokażą całemu światu, co to znaczy siła współpracy. Decydującą walkę stoczą na ogromnym stadionie wypełnionym po brzegi. Jest tylko jedno ?ale? - w skali Camp Nou zawodnicy mierzą tyle, co źdźbło trawy. Tymek będzie więc musiał skompletować dream team na miarę... swoich możliwości. Role pomocnika, napastnika, obrońcy, rozgrywającego i bramkarza przypadną więc m.in. złodziejowi i księdzu, którzy będą starali się... trafić w piłkę. Skład ten niewątpliwie przypomina narodową jedenastkę San Marino, w której kelner i magazynier spełniają się hobbystycznie. Nieporadność na boisku to największe źródło humoru, do tego pełen powagi i żywiołowości komentarz Dariusza Szpakowskiego i... boki zrywać.

Kulminacja, czyli wielki mecz, to w animacji ?Piłkarzyki rozrabiają? wisienka na torcie. Oglądając tę familijną bajkę czujemy się jak na meczu finałowym Mundialu w 2010 roku. Hiszpania - Holandia, czyli zachowawcze nudne 90 minut oglądane w milczeniu zostało przypieczętowane emocjonującą dogrywką, gdzie napięcie sięgało zenitu. Tak też jest z filmem produkcji argentyńskiej. Choć piłkarzykom nadano łatwo kojarzące się i zaadaptowane przydomki: Euzebio, Carmino, Melli, jest też swojski Bonio - to temperament mają już ściśle południowy. Rzecz zarówno dla chłopców, jak i dla dziewczynek, dzieci i dorosłych - lubiących opowieści na szlachetny temat, bo najważniejszą sprawą jest tutaj przecież nie wynik, a to, w jaki sposób się wygrywa i kogo ma się obok siebie, kto serwuje podanie i razem z tobą cieszy się z sukcesu albo z jakim poczuciem przeżywa się porażki. Odwaga, przyjaźń, wzajemny szacunek, siła współpracy - wszystko to w obrazku, który nęci wzrok. Jest coś, co udało się twórcom niewątpliwie od początku do końca. To wspaniale stworzona animacja, która operuje ciągłymi zbliżeniami, a detale zostały dopracowany w każdym calu. Odwzorowana została nawet faktura koszulek naszych zawodników, a metalowe piłkarzyki zdradzają materiał, z którego w realnym świecie są przecież wykonane. Twarze postaci w końcu wyrażają pełną gamę emocji i zbliżają się niebezpiecznie do ideału. Pochwalić na koniec jeszcze muszę dubbing, a szczególnie Dominikę Kluźniak, która stanowi przeciwwagę dla irytujących emfazą Małgorzaty Sochy i Joanny Jabłczyńskiej. Dziewczęcy głos nareszcie nie brzmi infantylnie.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz