Dojrzały superbohater – recenzja filmu X-Men: Przeszłość, która nadejdzie

W tym roku nadmiar ekranizacji komiksowych i filmów o superbohaterach może przyprawić o zawrót głowy. Zdecydowanie nowi X-Meni to produkcja, która nie tylko zarobi bardzo dużo pieniędzy, ale zachwyci wszystkich wymagających widzów - również tych, którzy mają dorobek wydawnictwa Marvel w jednym palcu. Szkoda jednak, że sprzedane kiedyś postaci nie wyszły ze stajni Marvel Studios...A może to i lepiej?

Pod koniec lat 90. wydawnictwo Marvel przeżywało potężny kryzys. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni, natomiast jeden z najbardziej dotkliwych. Kiedy superbohaterowie Stana Lee powinni wreszcie pojawiać się w kinie, wydawnictwo nie miało funduszy na wypuszczenie odrębnych produkcji. Sprzedano, więc prawa do takich superbohaterów, jak Daredevil, Punisher, X-MEN, czy Spider-Man. Tamte decyzje do dzisiaj ciągną się za marvelowskim możnowładcą, kiedy dzięki dolarom Disneya składa w jedną całość swoje najciekawsze uniwersum (Ultimate Avengers). W wyniku tych podziałów inny aktor gra Quiksilvera w X-MEN, a inny w Avengers: Age of Ultron, choć obaj są niezwykle uzdolnieni. Również przez ten podział filmy spod znaku Marvel Studios są nierówne. Czasami właściciele praw do postaci wydawnictwa mają lepszy pomysł na przedstawienie ich losów niż sami rysownicy. Tak stało się właśnie w filmie Bryana Singera.

Reżyser odrobił lekcje po średnio dopracowanej trylogii, choć wystarczającej na tamte czasy. Świetnym startem Pierwszą Klasą ustawił swój poziom i teraz podciągnął go jeszcze wyżej. Uniwersum, w którym mamy przyjemność oglądać podopiecznych Charlesa Xaviera jest nie tylko najlepszą serią komiksową o mutantach, ale również jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek zostały wydane w Marvelu. Jest dramatyczna, poważna, dopracowana i co najważniejsze bardzo dojrzała. Wszystkie te pozytywne epitety z powodzeniem można przypisać sequelowi Pierwszej Klasy. Tym razem zastajemy grupę bohaterów w totalnej rozsypce. Są ostatnią linią oporu w odległej przyszłości, która walczy z potężnymi Sentinelami. Są to specjalnie zaprojektowane roboty, które miały za zadanie likwidację wszystkich osobników z genotypem X. Niestety przestawiły swój program i zlikwidowały również całą ludzkość. Aby uratować gatunki Charles Xavier i Magneto wysyłają Logana w przeszłość - musi odnaleźć ich młodsze wersje, zebrać X-Menów i zmienić bieg historii. Zadanie będzie jednak najtrudniejszym jakiego dotąd podjął się Wolverine.

"X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" to jak dotąd najlepszy film o superbohaterach wydawnictwa Marvel. To zapierające dech w piersiach, ambitne widowisko przeznaczone głównie dla fanów gatunku, choć na przypadkowych widzach zrobi na pewno nie małe wrażenie. Bryan Singer pozwolił w swoim filmie rozwinąć skrzydła wszystkim gwiazdom, a na planie naprawdę ich nie brakowało. Każdy z aktorów był ważnym elementem całej historii i trzeba bacznie obserwować rozwój wydarzeń zarówno w przyszłości, jak i przeszłości. Zobaczymy rewelacyjne kreacje Fassbendera, McAvoya, Lawrence i Petera Dinklage'a. Singer przywrócił także blask Loganowi, granemu przez Hugh Jackmana, który miał szansę odrodzić się po dwóch kompletnie nieudanych produkcjach - najlepszy filmowy wizerunek Wolverine'a! Warto zwrócić uwagę na niesamowite sceny walki,w  których Blink "rozpędza" Colossussa, lub Quiksilver wyciąga Erika z Pentagonu - majstersztyk. Marvel Studios musi szybko wyciągnąć wnioski, bo ten film naprawdę trudno będzie przebić. Potyczka wkrótce, gdyż 1 sierpnia na ekrany wchodzą Strażnicy Galaktyki - zupełnie inna konwencja, inny rodzaj opowiadania historii. Dla X-Menów mocne 9/10.

[UWAGA SPOILER, CZYTASZ DALEJ NA WŁASNE RYZYKO]

Po napisach bardzo widowiskowa scena z Apokalipsem, największym nemesis podopiecznych Xaviera. Warto wytrzymać do samego końca.

ZWIASTUN:
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz