Disco polo, czyli amerykański sen na polskiej ziemi- recenzja filmu

0

Maja Kopacz

25.02.2015

Jako dziecko lat dziewięćdziesiątych, z nieskrywanym rozochoceniem przyjęłam wiadomość o powstawaniu nowego filmu, niosącego nieskrępowaną opowieść o kolorowym okresie polskiej historii społeczno-kulturowej ? ?kulturze disco polo?. Jak zapowiadali twórcy, będzie to bajeczny romans, film drogi, rozszczepiony triller, osadzony na kanwie muzycznego podłoża. Istotnie powstał ciekawy gatunkowo twór filmowy, naszpikowany cytatami z klasyki kina, oderwany od powszedniej rzeczywistości i skąpany w przepychu, którego pozazdrościłby niejeden PRL-owski PEWEX.

Dzieło Macieja Bochniaka to przede wszystkim historia początkującego zespołu ?Laser? (w roli lidera wystąpił Dawid Ogrodnik), który zawierzył wszystko, by stanąć na scenie obok ówczesnych gwiazd iskrzącej estrady, tj. Gensoniny (Joanna Kulig) czy zespołu Atomic (Rafał Maćkowiak). Droga do sławy była wyboista i prowadziła przez biuro wybrednego mocarza wytwórni, Daniela Polaka (doskonały Tomasz Kot), który to sprawował pieczę nad wszystkim tym, co trafia do uszu słuchaczy. Szereg planów, zawirowań, aktów odwagi i sprzeciwu konfrontuje ich w finałowej scenie, która przyklaskuje idei, w myśl której muzyka jest siłą, która nieprzerwanie łączy ludzi.

Siedzę w bolesnym szpagacie pomiędzy prawdą, jaką w sobie noszę, a tym, co zastałam na ekranie. Bo choć wiem, że ?Disco polo? nie jest filmem dokumentalnym, to jego fabuła dobitnie miesza wątki, fakty, rzeczywiste postacie z wykreowanymi, znane utwory muzyczne wielu autorów, wkłada w usta jednego. Nie przypominam sobie także, aby okres świetności zespołu Weekend przypadał na lata mojej młodości.

W tej fantazji jest jednak metoda. Twórcy odważnie stąpają po gruncie, na którym każdy Polak mógł odcisnąć swoją stopę. Bochniak i Kościukiewicz zrobili niesztampowy film, który nie trąci banałem, a tworzy własną treść, z której ? przy odrobinie intelektualnego wysiłku ? każdy może wycisnąć esencję. Raczej rozrywkowo-humorystyczną niż merytoryczną, ale niewątpliwie oddającą charakter rzeczy, którą opisuje.

?Disco polo? to dla mnie hybryda kabaretowych skeczy, sztandarowych pozycji muzycznych tego okresu, żywej gry aktorskiej z wyśnionym amerykańskim snem, płynącym ropą naftową, gdzieś w dalekim Texasie, który przecież tak bardzo chcieliśmy spełnić.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz