Destrukcyjna siła miłości – recenzja filmu „Serena”

Cóż za banalna historia: mężczyzna poznaje kobietę, zakochuje się w niej i postanawia, że zostaną małżeństwem. On przystojny posiadacz lasów zajmujący się wycinką, ona piękna i dumna, choć pokrzywdzona przez los. Stają się zgraną drużyną, w której dominuje miłość oraz zaufanie i wzajemna otwartość. Ba, nic nowego, nic zaskakującego, lecz Susanne Bier postanawia dodać trochę rys na przeszłości i charakterach dwójki kochanków, doprowadzając do serii tragicznych wydarzeń. 

Serena (Jennifer Lawrence) jest zbyt pewna siebie, zbyt przebojowa, jak na czasy, w których przyszło jej żyć (jest rok 1929) i za odważnie, bez zahamowań wkracza do męskiego świata. Doświadczona traumą dzieciństwa, kiedy w pożarze zginęła cała jej rodzina, zdaje się wykształcać sprawnie funkcjonujące mechanizmy obronne, które z biegiem czasu zaczynają się chwiać, a ona sama popada ze skrajności w skrajność. Obawa utraty ukochanej osoby nie pozwala jej myśleć w sposób racjonalny, zaburza postrzeganie rzeczywistości, wszędzie dostrzega potencjalne zagrożenie dla długo wyczekiwanego szczęścia. Spirala zazdrości i nienawiści prowadzi do zdecydowanych kroków, gdzie moralność i prawo nie mają dużego znaczenia. Lawrence tworzy postać zaburzoną, pełną lęków skrywanych pod powłoką zdecydowania i pewności siebie. Staje się niczym unikatowa pantera, uważana za zdolną opętać myśliwego, w lasach północnej Ameryki, na którą bez skutku poluje Georoge (Bradley Cooper).

Mąż w tej opowieści zdaje się trochę zagubioną pacynką, która pozwala sobą manipulować. Zawierzył miłości i wspólnej przyszłość, i aby ją osiągnąć jest w stanie poświecić nawet  ludzkie życie. Zadziwia jego ślepe wpatrzenie w postać uroczej blondynki, irytuje zagubieniem i przyzwoleniem na wodzenie za nos.

Lawrence i Cooper robią, co mogą w tej wtórnej i przerysowanej historii, która czasami staje się bezbarwna jak pokryte mgłą drzewa. Reżyserka tak prowadzi linię fabularną, że jesteśmy w stanie przewidzieć kolejne kroki bohaterów. Choć czasami próbuje przemycić pewien społeczny ferment, podczas dyskusji na temat traktowania pracowników, płac czy brutalnego kurczenia się lasów, nie udaje jej się doprowadzić do jakichkolwiek wniosków. Stąd bohaterowie duszą się w swoim hermetycznym świecie, skupieni na zysku, przyszłości i udoskonalaniu metod wycinki lasu. Natura stanowi tylko środek do osiągnięcia celu, jest traktowana przedmiotowo, choć Morten Soborg delikatnie i subtelne ukazuje jej monumentalne piękno.

?Serena? to przede wszystkim dramat miłosny, który momentami razi wysokimi tonami, ale nie gwarantuje niczego nowego.  Serena  staje się ofiarą i katem, który pragnie męża tylko dla siebie, zatopiona w chorą miłość i lęk przed porzuceniem. Ostatecznie mężczyzna zostaje pokonany przez panterę i tak też się staje z fabułą obrazu, która dość szybko zniknie z pamięci w mglistych otchłaniach lasu.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz