Człowiek człowiekowi wilkiem – recenzja filmu „Ognie w polu”

0

Beata Gleba

14.05.2015

Droga do ocalenia ukazująca przerażający świat wojny i najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury. Film dla miłośników kina azjatyckiego i widzów o mocnych nerwach.

Ciemność, dżungla, II wojna światowa. Wyspy Filipińskie są tłem, scenerią dla mrocznej, dramatycznej historii żołnierza Tamura. Trafił on do prawdziwego piekła na ziemi, gdzie ludzie masowo giną. Jemu udaje się przeżyć, ale jest ciężko chory, co uniemożliwia mu udział w dalszych walkach. Dowódca jednak nie chce mieć w swoim oddziale gruźlika, a szpitale są przepełnione umierającymi ludźmi i nie ma tam szansy na powrót do zdrowia. Tamur otrzymuje nietypowy rozkaz - albo wyzdrowieje (z dala od wojska) albo sam ma się zabić, by nikogo nie zarażać, nie być bezużytecznym i w ten sposób przyczynić się dla dobra swojego narodu... Bohater nie otrzymuje od nikogo pomocy, nie znajduje schronienia, pozostawiony samotnie w sytuacji bez wyjścia nie poddaje się, ucieka i za wszelką cenę stara się przetrwać wojenne piekło.

"Ognie w polu" (w reżyserii Shun'ya Tsukamoto) to wyjątkowo naturalistyczny dramat. Prawie cała akcja rozgrywa się w dżungli, która jest jak labirynt - można się tam schować, ale ciężko znaleźć wyjście, a uciec uda się tylko nielicznym, tym najbardziej wytrwałym. Wojna pokazana jest nie przez pryzmat efektów specjalnych (samych walk jest tu niewiele, słychać zwykle strzały w tle), ale w kontekście ludzkiej psychiki, natury, która w momencie wycieńczenia, zagrożenia pozbawia ludzi ich człowieczeństwa. Bohaterowie działają samo destrukcyjnie, przekraczają granice, stają się kanibalami, zaczynają przypominać dzikie zwierzęta czy bestie. Na ekranie króluje brutalność, która jednocześnie jest odzwierciedleniem ciężkiej sytuacji, piekła w którym znalazł się Tamura. Nie był on zawodowym żołnierzem, był pisarzem, humanistą, który został nagle wrzucony w wir wojny i tam odkrył w sobie prawdziwego wojownika. Nie zapomniał jednak, że jest człowiekiem, choć powoli zaczyna go dopadać szaleństwo... Realny świat, okrucieństwo wojenne miesza się z chorymi wizjami i jednocześnie kontrastuje z pięknem przyrody, krajobrazami tropikalnych lasów zestawionym w następnych scenach z obrazem rozkładających się ciał... Cały film utrzymuje się napięcie, szokuje widza, a wkraczając głębiej w dżunglę poznajemy coraz mroczniejsze sekrety jej mieszkańców.

Film powstał na podstawie głośnej powieści "Ognie polne" - Ooka Shohei - opowiadającej o końcowych walkach japońsko-amerykańskich na wyspie Leyte. Ekranizacja książki z początku może przypominać kinową wersję "Jądra ciemności" jednak są to zupełnie inne obrazy, historie. Tutaj wkraczamy w mroczny świat kina azjatyckiego (w ogóle nie przypomina to hollywodzkiego sposobu pokazywania wojny), które w tym wypadku balansuje na granicy artystycznych obrazów i nurtu gore.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz