„Czas na miłość” – recenzja filmu

Banalny tytuł, udział Rachel McAdams i wyjściowy pomysł podróży w czasie sprawiają, że na pierwszy rzut oka Czas na miłość wygląda jak kolejna trywialna komedia romantyczna. Być może tak by też było, gdyby nie talent Richarda Curtisa, twórcy To właśnie miłość. Swoim nowym filmem udowadnia, że wciąż nie ma sobie równych w opowiadaniu najcieplejszych i najbardziej urzekających historii. Historii nie tylko miłosnych, gdyż romans jest tu jedynie punktem wyjściowym do wykreowania familijnego obrazka oraz apoteozy codzienności, zachęty do docenienia małych rzeczy. Nie bez przyczyny w pokoju głównego bohatera wisi plakat Amelii.

Chociaż scenariusz nie zaskakuje oryginalnością, pewne smaczki sprawiają, że Czas na miłość nie razi sztampą. Niepokojącą w tym gatunku ideę podróży w czasie Curtis potraktował z przymrużeniem oka, każąc swoim postaciom przemieszczać się w ciemnych i ciasnych przestrzeniach, na przykład w? szafie. Tak też swoją przygodę z tymi nietypowymi wycieczkami zaczyna Tim (Domhnall Gleeson), który po swoich dwudziestych pierwszych urodzinach zostaje wtajemniczony w rodzinny sekret: wszyscy jego męscy krewni potrafią powracać do dowolnego momentu w swojej przeszłości. Nieśmiały, fajtłapowaty dotąd chłopak wykorzystuje nową umiejętność do zdobycia serca ślicznej Mary (specjalistka od ról w tym gatunku, Rachel McAdams), jednak reżyser nie poświęca romansowi całej uwagi i w drugiej połowie filmu spycha go na dalszy plan. Równie istotne są relacje Tima z rodzicami i siostrą oraz proces, w czasie którego mężczyzna uczy się akceptować także te mniej idealne momenty swego życia. Bo jak się okazuje, pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a miłość musi przyjść sama (Mary za pierwszym razem zakochuje się bez użycia sztuczek!). Co więcej, niepowtarzalność i piękno niektórych wydarzeń polega właśnie na ich niedoskonałości.

Źródło: UIP

Curtis obdarza swój film dość nietypowym dla komedii romantycznej zestawem bohaterów. Rodzina Tima to mole książkowe, także Mary bardziej niż z prawdziwymi ludźmi woli przebywać z tymi przewijającymi się na kartach powieści. Ponadto nosi staromodne sukienki i walczy z nieśmiałością, co czyni ją dziewczęciem uroczym, choć wycofanym. Sam Tim zaś zdaje się zaprzeczać modelowi klasycznego kochanka. Świadczy o tym już samo obsadzenie w tej roli Domhnalla Gleesona (znanego głównie jako Bill Weasley z serii o Harrym Potterze), który ze swoją rudą czupryną w niczym nie przypomina partnerującego ostatnio McAdams w I że cię nie opuszczę Channinga Tatuma. Chociaż nie można nazwać go przystojniakiem, tworzy najbardziej urzekającą postać męską, jaka gościła ostatnio na ekranach. Trochę niedzisiejszy, podbija serca nieporadnością, którą z czasem zastępują opanowanie i pewność siebie (co jest o wiele seksowniejsze niż muskulatura Tatuma).

Tim i Mary to najlepiej dobrana para, jaką można sobie wyobrazić. Bije od nich taka słodycz, że diabetycy powinni mieć się na baczności. Ten idealny związek jest jednocześnie plusem i minusem filmu. Z jednej strony tych bohaterów aż chce się kochać, z drugiej opowieść należy włożyć między bajki. Tim, mimo że mógłby wykorzystać swoje umiejętności do zbicia majątku lub spełniania seksualnych zachcianek (na przykład idąc do łóżka z atrakcyjną koleżanką, a później ?cofając? całe zajście), pragnie jedynie miłości i szczęścia swych bliskich. To szlachetne, wspaniałomyślne i? mało prawdopodobne. Takich naciągnięć znajdzie się w Czasie na miłość więcej, ale reżyser uderza w widza zbyt dużą falą ciepła i rozbrajającego humoru, aby za cokolwiek się na niego dąsać.

Chociaż produkcja ma głównie komediowe zacięcie, Curtis zadbał także o to, abyśmy poza łzami ze śmiechu uronili również łzę wzruszenia. Trudno się przed tym bronić, gdyż zbyt wiele tu ujmujących elementów, by nie zaangażować się w tę historię emocjonalnie. Dzięki temu nawet banalna wymowa filmu, która nawołuje do cieszenia się drobnymi przyjemnościami, trafia głębiej i na dłużej. Dobry gust i nietuzinkowy dowcip pozwoliły reżyserowi stworzyć komedię, która nie burząc ram gatunku potrafi rozbawić, poruszyć i zaskoczyć. Bajeczna niespodzianka.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz