Cumberbatch u władzy ? recenzja ?Piątej władzy?

Podczas gdy jedni chcą wręczyć mu pokojową nagrodę Nobla, drudzy najchętniej widzieliby go na krześle elektrycznym. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci XXI wieku, Julian Assange, doczekał się filmu o opowiadającego o nim i burzliwej historii WikiLeaks. ?Doczekał? to być może złe słowo, trafniejsze byłoby ?został ukarany filmem?, gdyż po przeczytaniu scenariusza nazwał Piątą władzę propagandą. Trudno mu się dziwić, bo chociaż reżyser Bill Condon (który maczał palce w obrazie tak dobrym jak Chicago i tak złym jak Saga Zmierzch. Przed świtem) próbuje nadać obrazowi znamiona obiektywizmu, to i tak z kadrów przeziera wizja Assange?a jako nawiedzonego proroka. Jedynie odtwórca głównej roli, nieprzenikniony Benedict Cumberbatch, potrafi oderwać etykietkę przypiętą do tej postaci i ukazać złożoność oraz zagadkowość założyciela rewolucyjnego portalu.

Stronniczy punkt widzenia to konsekwencja przyjęcia perspektywy Daniela Domscheita-Berga, bliskiego współpracownika Assange?a. Mężczyzna przebył drogę od zauroczenia wspólnikiem i przejścia na jego ?wiarę? do poważnych starć ideowych, których efektem były odejście z WikiLeaks i napisana wkrótce potem książka WikiLeaks od środka. To właśnie ona (oczywiście uznana przez Assange?a za fałszującą rzeczywistość) posłużyła za podstawę scenariusza. Osią fabuły jest przechodząca różne stadia przyjaźń obu panów, która obejmuje lata 2007?2010, a więc okres najintensywniejszego rozwoju portalu. Portalu, który umożliwia w sposób całkowicie anonimowy publikowanie dokumentów rządowych i korporacyjnych, dzięki czemu wprowadził dziennikarstwo obywatelskie na wyższy poziom i stał się tytułową piątą władzą, pozostawiającą w tyle wolno reagujące i uzależnione od interesów finansowych klasyczne media.

Źródło: Forum Film

Punktem kulminacyjnym jest moment, w którym wspólnicy stają się posiadaczami setek tysięcy pism i depesz dotyczących wojen w Afganistanie i Iraku. Kiedy Assange pragnie opublikować wszystko bez najmniejszej cenzury, Domscheit-Berg musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co stawia wyżej: dziennikarską misję czy ludzkie życie? W końcu wyjawienie tajnych informacji zawierających dane osobowe może mieć tragiczne skutki. Film (teoretycznie) pozostawia otwartych więcej kwestii: czy WikiLeaks to jednostka szpiegowska, czy chroniące przed tyranią dobrodziejstwo? I przede wszystkim kim wobec tego jest Assange? Odpowiedzi nigdzie nie zostały udzielone wprost, jednak postawienie Domscheita-Berga w roli bohatera i zasugerowanie, że Assange jest chorym na autyzm despotą, mówią samo za siebie. Nawet błyskotliwy epilog, w którym oskarżany Julian nawołuje do szukania prawdy na własną rękę, zdaje się być mało przekonujący.

Jak na thriller polityczny mało jest w Piątej władzy napięcia. Niby mamy dynamiczny montaż, energiczną ścieżkę dźwiękową i interesującą, świeżą tematykę, jednak całość nie wzbudza większych emocji. To wina dwóch czynników ? po pierwsze dość nieudolnie skleconego scenariusza (niektóre sceny, jak na przykład ta, w której Assange ni stąd ni zowąd zaczyna opowiadać o swoim dzieciństwie, wydają się wepchnięte na siłę), a po drugie przyjęcia perspektywy kogoś tak przezroczystego jak filmowy Domscheit-Berg. Wcielający się w niego Daniel Brühl przestaje istnieć, gdy tylko w kadrze pojawia się Benedict Cumberbatch. Serialowy Sherlock po prostu miażdży go swoją charyzmą. Jako niechlujny zakapior na granicy geniuszu i choroby psychicznej przykuwa jak magnes, budzi wszystkie te odczucia (na przemian podziw, współczucie i strach), które powinien budzić cały obraz, lecz Condonowi coś nie wyszło i tak się nie dzieje. Patrzcie państwo: film niby propaguje demokrację, a jednak Cumberbatch dzierży berło.

Źródło: Forum Film

Piąta władza to jedna z tych produkcji, które niesione są na barkach jednego aktora. Szczęśliwie Cumberbatch to chłop całkiem rosły, dzięki czemu udaje mu się udźwignąć ciężar i ustawić go w szeregu średniaków z plusem (by the way: ho ho, chyba ktoś ma ochotę wskoczyć do ścisłej aktorskiej czołówki Hollywood). Robi to z drobną pomocą samego pomysłu na film o WikiLeaks, gdyż historia portalu jest ciekawa sama przez się. Jeśli jednak oczekujecie obiektywnie przedstawionych kulisów działania witryny bądź po prostu zachwycającego thrillera, musicie zrobić to, o co prosi filmowy Assange ? szukać dalej.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz