Co by było, gdyby to śmieszyło… – recenzja ?AmbaSSady?

Machulski w jednym z ostatnich wywiadów powiedział, że ludzka natura jest taka, że najbardziej śmieszy człowieka to, z czego nie można się śmiać. Nie wszyscy jednak podzielą opinię autora najpopularniejszych polskich komedii wszech czasów. Internauci w niewybrednych słowach wypowiadają się o promującym komedię teledysku, w którym Hitler i Ribbentrop śpiewają ?Sen o Warszawie? Czesława Niemena. ?Przesada?, ?przegięcie? i ?kpina? - wrze na forach, a tych, których nie obraża klip nazywa się ?bezdusznymi słoikami?, którzy nigdy nie zrozumieją, że nie można śmiać się z ?ich? zamordowanego miasta.  Kontrowersje wokół filmu rozgorzały już w momencie podania do publicznej wiadomości  obsady - mówiło się, że Adam ?Nergal? Darski w roli ministra spraw zagranicznych Trzeciej Rzeszy - Joachima Von Ribbentropa to zabieg promocyjny. Słaby zwiastun filmu przypieczętował tylko kiepską sławę tego filmu. Wydaje się, że na najnowszej komedii Machulskiego postawiono... krzyżyk na długo przed premierą. Czy słusznie?

Wszystko da się przełknąć, jeżeli to, co nazywane komedią rzeczywiście śmieszy. Najbardziej w tym przypadku zastanawiają jednak kontrowersje. Czy nie wypada śmiać się z II wojny światowej, skoro robi to cały świat, i to od dawna? Fakt, nie wszyscy są w równym stopniu pokrzywdzeni. Ale z podobnych tragedii na świecie robiono komedie. Przykład: brytyjskie ?'Allo 'Allo? czy niedawne ?Bękarty wojny? Tarantino. A i w Polsce długo przed Machulskim i całkiem świeżo po wojnie powstało przecież ?Jak rozpętałem drugą wojnę światową?. Sam wódz Rzeszy to obiekt żartów w popkulturze często parodiowany. Pierwszy przecież śmiał się z Hitlera sam Charlie Chaplin i to już w 1940 roku w uznanym  ?Dyktatorze?, gdzie w słynnej scenie komik bawi się ogromnym globusem.

Machulski tłumaczy się, że tym filmem chciał upuścić trochę powietrza z mocno pompowanego balona z etykietką ?martyrologia?. Wiadomo, że śmiech jest najlepszym środkiem na rozładowanie sytuacji. Polacy, wyluzujcie się! - chce zaapelować ?Ambassadą? reżyser ?Seksmisji?. Jednak w ?Ambassadzie? nie jest aż tak dużo powodów do uśmiechu i tylu dowcipów, żeby śmiechem uzdrawiać, a żartem dystansować.

W kinie wszystko jest możliwe - to główna idea scenarzysty i reżysera w jednym. Machulski powołał do życia, według niego, alternatywny świat - gdyby drugiej wojny światowej w ogóle by nie było. Niecodzienna refleksja to pojawiający się stale motyw w twórczości tego reżysera. Tym razem przyczynkiem do snucia tak śmiałej wizji była rzeczywista sytuacja z życia Machulskiego. Inspiracją do napisania tego scenariusza była przeprowadzka z Mokotowa do Śródmieścia. Okazało się, że nowym domem reżysera stało się miejsce, w którym przed wojną znajdowała się niemiecka ambasada, którą we wrześniu 1939 roku Niemcy, niechcący, sami sobie zbombardowali. Tak zrodził się w głowie Machulskiego pomysł na komedię o podróży w czasie. To częsty zabieg, również znany z filmów autora ?Killera? - do ?co by było, gdyby...? dołożono wątki miłosce, science fiction i trochę sentymentalizmu.

W filmie do luksusowej kamienicy współcześnie wprowadzają się Melania (Magda Grąziowska) i Przemek (Bartosz Porczyk) - małżeństwo niezbyt dobrane, ale nie na tym skupia się żart. W apartamencie stryja, który ten im powierzył, zaczynają dziać się niecodzienne rzeczy. Tymczasowi lokatorzy odkryją niesamowitą historię tego miejsca, a przysługa oddana stryjowi zmieni się w największą przygodę ich życia, zmieni losy Warszawy, Polski, a nawet? całego świata!

Ale największą przysługę w tej całej historii odda Hitler, a tak naprawdę Robert Więckiewicz, który po raz kolejny wzniesie się na aktorskie wyżyny. To w momencie pojawienia się wodza film przykuje wreszcie uwagę widza, a gagi z jego udziałem długo zostaną w pamięci i będą śmieszyć nawet po opuszczeniu kina. Zakompleksiony, wzbudzający politowanie Führer to najmocniejszy punkt scenariusza i naprawdę świetnie stworzona karykatura. Reszta jest niestety mało smaczna, strawna i nad czym ubolewam najbardziej - nieśmieszna i cierpiąca na słabe dialogi.

Bartosz Porczyk (gwiazda serialu ?Barwy szczęścia?) gra w ?Ambassadzie? dwie postaci: Przemka - nudnego jak flaki z olejem, impertynenckiego małżonka Melani - dla równowagi tym razem nad wyraz ekspresyjnej (chyba po to, żeby przeciwieństwa mogły się przyciągać)  i Antona - patriotę, który wykrada słynną Enigmę - ale jest równie drewniany jak w pierwszym przypadku. Poza modyfikowaną charakteryzacją, nic w jego postaciach się nie zmienia. Ci, którzy spodziewali się po roli Nergala ognia, ale chociaż fajerwerków, będą zawiedzeni. Wokalista Behemota bez kostiumu i makijażu traci swoją sceniczną charyzmę. Jego rola jednak nie wnosi niczego ciekawego do filmu. W jednym Machulski na pewno się nie pomylił - gdyby w rzeczywistości Ribbentrop miał taki temperament, wojny mogłoby rzeczywiście nie być. Przyjemną ciekawostką na pewno będzie spacer Nowym Światem XXI wieku - jej wygląd i mieszkańcy - wszystko to, gdyby wojny nie było, a to, niestety, tylko fantazja twórcy.

Machulski jako producent kina artystycznego m.in. ?Placu Zbawiciela? tym razem serwuje widzom mocno naginającą dobry smak komedię, to rzecz mało wykwintna, ale trzeba przyznać momentami śmieszna.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz