Bracia hardkor disco – recenzja filmu „Ardeny”

To nie jest film. To istna petarda, emocjonalny rollercoaster! Czegoś takiego dawno w kinie nie było. Po seansie brakuje słów, by opisać to, co się widziało. Każdy poczuje inne emocje ? od zachwytu, po śmiech czy oburzenie. Czy warto? Najlepiej przekonać się samemu i wyrobić własne zdanie. Jedno jest  pewne ? ?Ardeny? na długo pozostaną w  pamięci?

Dwaj bracia - "lepszy" Dave (do ideału brakuje mu całkiem sporo, ale to ukochany matczyny syn, mający stabilną pracę w myjni samochodowej) i Kenneth - czarna owca w rodzinie, starszy z rodzeństwa, który właśnie opuszcza więzienie. W "pudle" spędził 4 lata,  odcięty od świata zewnętrznego, w rzeczywistości wiele się zmieniło - jego dawna miłość jest teraz dziewczyną brata, spodziewają się dziecka oraz planują wspólną przyszłość. Boją się jednak o tym powiedzieć nerwowemu i chorobliwie zazdrosnemu kryminaliście, który wciąż liczy, że odzyska ukochaną. Nie wszystko idzie zgodnie z planem, a sprawy śmiertelnie się komplikują? Od momentu pierwszego zabójstwa film można przedzielić bardzo grubą kreską na dwie części (przy drugiej odnosi się dziwne wrażenie, że nie odpowiada za nią już ten sam reżyser...). O ile pierwsza połowa była świetnym dramatem z elementami thrillera, z ciągłym napięciem między braćmi i atmosferą, że stanie się coś złego, to w drugiej części to zło powoli zaczyna nas przerastać i staje się nie tyle przerażające, ale wręcz absurdalne czy nawet śmieszne. Potem mamy już tylko tragikomedię i zabawne momenty bazujące na czarnym humorze (na myśl przychodzi film ?Gorzej być nie może? z 1998 roku, z Cameron Diaz). Z początku obraz przypominający duński dramat ?Bracia? przeradza się w dreszczowiec w klimacie ?Łowców głów?. Oba filmy są naprawdę bardzo dobre, jednak połączenie i zestawienie ich razem stworzyłoby dziwną hybrydę, mieszankę wybuchową... która jednak nie musi być wcale niewypałem! Miłośnikom nietuzinkowego kina (nawet kina klasy B) i fanom czarnego humoru z pewnością się spodoba. Jeśli ktoś chce poznać, co dziwnego pojawia się w drugiej części - mogę zdradzić pewne słowa-klucze (Ci, co chcą wybrać się na film lepiej niech mają niespodziankę oraz zaskoczenie i pominą ten akapit już do końca). Od miłości braterskiej, skomplikowanej relacji rodzinnej i uczuciowej, dużej dawki psychologizmu, przenosimy się w świat tytułowych Arden, które są nie tylko belgijskim pasmem górskim, ale również dziką krainą, w której wszystko może się zdarzyć...  pojawiają się dziwne postaci - od sadysty-recydywisty, który w narkotycznych oparach i przy użyciu magicznych środków postanawia pozbyć się ciał (liczba mnoga nie jest tu przypadkiem), po draq-queen w koronkowym szlafroku, z bronią w ręku i? atakujące drapieżne strusie! Dalszy komentarz jest już zbędny, to trzeba zobaczyć.

Ciekawe jest też znaczenie samych tytułowych Arden. Kojarzą się one bohaterom z sielanką, wspomnieniami z beztroskiego dzieciństwa, wakacjami, kiedy to wszystko było proste i nic nie dzieliło braci. Gdy wracają tu po latach nadal jest tu pięknie, wszystko inne jednak się zmienia. Śnieżna kraina wciąga ich w swój dziwny, mroczny świat tajemnic i przemienia życie w koszmar. Tam rozgrywają się finałowe sceny rodem z antycznej tragedii, tam też poznają dzikość przyrody i odkrywają w sobie zwierzęce instynkty... Za to dość nietypowe dzieło odpowiada Robin Pront, który oprócz reżyserii tego pierwszego pełnometrażowego filmu, współtworzył scenariusz razem z Jeroenem Percevalem (grającym Dave?a; w rolę drugiego brat wcielił się Kevin Janssens). Jest to też obraz producentów kryminału nominowanego do Oscara - ?Bullhead?. Po tych filmach można spodziewać się, że belgijskie kino nie raz nas jeszcze czymś zaskoczy i jest to ciekawa alternatywa dla typowych hollywoodzkich obrazów.

?Ardeny? to historia braterskiej miłości na śmierć i życie? To bardzo mocny produkt, z głośną, ostrą muzyką techno i trance, w zestawieniu z ciemnymi kadrami, mrocznym klimatem oraz kumulacją emocji. Będąc fanką Tarantina i filmów Bodo Koxa (jeden z twórców polskiego kina niezależnego, w którego obrazach halucynogenne, narkotyczne stany występują często u bohaterów...) - ja taki film kupuję. Z jego wadami i zaletami, z oryginalnością i nawiązaniem do skandynawskich filmów, z tym co mnie tam zadziwiło, rozśmieszyło, a nawet z momentami, które uznałam za przesadzone. To nie jest film dla każdego, ale jest nowatorskie kino z ambicjami, w którym bawi się konwencjami, miesza, eksperymentuje, ryzykuje. Powstał obraz który porusza i nie pozostawia nikogo obojętnym, a przecież chyba o to tutaj chodzi?


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz