Here Comes the Boom recenzja filmu

Mixed Martial Arts to sztuka walki, która na całym świecie zbiera coraz większą ilość fanów. Nie chodzi tu tylko o samych trenujących i zawodników, ale także o ludzi oglądających walki, turnieje, filmy o tej tematyce. Po ogromnym błędzie jakim było wydanie w naszym kraju Warriora tylko na dvd, dystrybutorzy robią dokładnie to samo: Here Comes the Boom znów tylko na nośnikach. Niemcy, Tajlandia i Meksyk wprowadzili tę produkcję do kin, u nas wszyscy bali się zaryzykować. Błąd! Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziecie poniżej.
mat. prom.
Producentem filmu jest Adam Sandler, co już powinno dać wam trochę do myślenia. W roli głównej zobaczymy Kevina Jamesa, który (powiedzmy sobie szczerze) na zawodnika mma nie wygląda. Jego bohater to niezbyt dobry nauczyciel biologii - ma jednak swoich lojalnych fanów. Pewnego razu dyrektor szkoły obcina dotację na większość zajęć pozaszkolnych. Z tego powodu spodziewający się dziecka starszy kolega głównego bohatera - straci pracę. Aby uratować kumpla-dyrygenta i jego zajęcia muzyczne wpada na niecodzienny pomysł. W prestiżowej walce federacji UFC (Ultimate Fighting Championship) za przegraną dostaje się 10 000 $. Zwycięzca odchodzi z 5 kawałkami w kieszeni - to jest szansa na zdobycie dofinansowania.
mat. prom.
Here Comes the Boom to banalna i trochę przewidywalna produkcja, niemniej jednak jest filmem wartym zainteresowania. Dialogi są zabawne, choć surowość wspinania się po szczeblach mistrza mma jest niezwykle odczuwalna. Historia rozwija się dynamiecznie, a ewolucja postaci głównego bohatera bardzo widoczna. Twórcom udało się uniknąć sztampowego przejścia, w którym bohater z zera - magicznie staje się supermanem. Belfer zbiera konkretny łomot, aby wreszcie móc stawić czoła prawdziwym gladiatorom UFC. Przyjemnym "cukierkiem" jest obecność prawdziwych ludzi tej prestiżowej federacji. Najlepszy streetfighter wszech czasów Bas Rutten, weteran Vanderlei Silva, a nawet prowadzący amerykańskiej gali Bruce Buffer i Joe Rogan - występujący pod własnymi nazwiskami. Dla spotrzegawczych, prezentem będzie walka z Jasonem Millerem.
mat. prom.
Polecam nie tylko fanom sportu, ale także zwolennikom sympatycznych - niegłupich komedii z przesłaniem. Cieszy mnie, że po Warrior, mieszane sztuki walki znów pozytywnie w amerykańskim kinie, stąd też 6/10.  
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz