?Bobry? – gatunek na wymarciu. Recenzja filmu

Na takie kino mówiło się kiedyś - ?amatorskie?. Były konkursy na film amatorski, przeglądy, a nawet imprezy, takie jak Międzynarodowe Spotkanie Filmowców Amatorów. Dzisiaj filmy powstające poza dużymi wytwórniami, a nawet poza jakimikolwiek, doczekały się nobilitacji. I to nie tylko w oczach widzów. Już z samej nazwy brzmią dumnie. Kino niezależne, offowe czy undergroundowe cieszy się niemałą popularnością, zwłaszcza w Stanach. To z podziemia pochodzi większość sławnych dzisiaj reżyserów. W Polsce off kojarzony był długo z produkcjami braci Matwiejczyków, którzy podbili nie tylko festiwale kina niezależnego. Określenie ?kino amatorskie? posiada jednak wydźwięk pejoratywny. Wprawdzie wolne od nacisków i w pełni niezależne, ale skazane na wąskie grono odbiorców.

Historia ?Bobrów?, w przeciwieństwie do fabuły filmu, jest jednak optymistyczna. Oto, można by rzec, sprawa wyjątkowa. Film zrealizowany własnym sumptem znajduje dystrybutora i już 15 sierpnia będzie można go zobaczyć w kinach! Czy jest na co czekać? ?Bobry? to pozycja, której nie mogą przegapić bywalcy polskich festiwali filmowych i ci, którzy interesują się polską produkcją filmową. Inni będą rozczarowani, zwłaszcza ci, którzy oczekują dobrej rozrywki i niezobowiązującej projekcji. Obraz Huberta Gotkowskiego obiecywał sporo. Przede wszystkim - polski gatunek na wymarciu, czyli czarną komedię. ?Bobrom? jednak bliżej do kina amatorskiego niż offowego. Głównie za sprawą ?kulawego? scenariusza, któremu brak spójności i konsekwencji. Ma się wrażenie, że o tym, co się dalej zdarzy na ekranie decyduje nie to, co w głowach twórców, ale na co jeszcze wystarczy... Szkatułkowa konstrukcja nie wytrzymuje ambitnego założenia, w historii zespołu Bobry, bo stąd nazwa, można się, niestety, pogubić. A brak wiedzy, kto, po co i dlaczego dobry jest jednak przede wszystkim w thrillerach. Mimo że w produkcjach tzw. ?niezależnych? wybacza się kwestie techniczne, to muszą pojawić się pretensje do słabo opowiedzianej historii. Szkoda, bo pomysł na film był ciekawy i oryginalny.

Bohaterem jest tutaj Kosiarz, postać uosabiająca śmierć. Ubiera długi, czarny płaszcz i jeździ, naturalnie, czarnym karawanem, szukając nowych ?ofiar?. Okazuje się, że wszędzie są deadline?y, normy i zawsze jest ktoś, kto nas z tego rozliczy. Nie ucieknie przed tym nawet śmierć. Przed nią uciec pragnie Marcin - bezrobotny punkowiec, który właśnie wrócił z Irlandii i przeżywa depresję, chce się zabić. Wkrótce rezygnuje z tego planu i próbuje wcielić w życie nowy - reaktywację kapeli, ale śmierć nie zamierza zrezygnować z niego. Rozpoczyna się - dla Marcina - ucieczka przed przeznaczeniem, dla Kosiarza prawdopodobnie ostatnia brudna robota. Największym, jeżeli nie jedynym źródłem humoru są tutaj dawni kumple Marcina - właściciel szaletu - Smród i mieszkaniec domu wariatów - Klocek. Przydomki mówią same za siebie - żarty będą kloaczne.

Mimo wszystko dostrzec można w ?Bobrach? pewne wartości. Film byłby niestrawny, gdyby nie przyjęta konwencja ?umowności?, która pozwoliła reżyserowi użyć np. szybkiego, teledyskowego montażu czy animacji w celu odgrywania skrótów myślowych. Na uwagę zasługuje też na pewno przemycone wśród żartów współczesne tematy trapiące polską prowincję: emigracja, brak perspektyw, bezrobocie. ?Bobry? to komedia pełna pokory, zdająca sobie sprawę ze swoich ułomności, dlatego wybaczyć można jej wiele. Tym bardziej że reżyserowi udało się zaangażować do tego ?projektu? dobrych i pewnie części widowni znanych aktorów. Podciąga ocenę przede wszystkim główna obsada, czyli Wojciech Solarz, Robert Jarociński i Sebastian Stankiewicz. ?Polska komedia nie umarła? jak grzmi prasa, ale jeszcze sporo do doskonałości jej brakuje - tej offowej, oczywiście, bo ta mainstreamowa umarła gdzieś w okolicach kolejnego filmu z Borysem Szycem w roli głównej...


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz