Babygate ? recenzja ?Ojca Szpilera?

Filmowcy chętnie wbijają kościołowi szpilę, choć często taki atak godzi rykoszetem w nich samych. Weźmy rodzime W imię?, gdzie usilne szukanie kontrowersji sprowadziło Małgorzatę Szumowską na pseudointelektualne manowce. Sztuka polega na tym, by krytyka przychodziła w sposób naturalny, jako puenta, żeby nie była źródłem niezdrowej fascynacji reżysera, który raz po raz powtarza: ?no, to teraz was zaszokuję?, obłąkańczo się przy tym zaśmiewając. Niewielu twórcom się to udaje, dlatego chorwacki Ojciec Szpiler okazuje się pozytywną niespodzianką.

Źródło: Vivarto

Vinko Brešan wyszedł ze starcia obronną ręką dzięki dystansowi, na jaki potrafił się zdobyć. Choć chwyta za tematy wyjątkowo śliskie, bo wszystkie największe problemy kościoła (z bogactwem i rozpustą księży na czele), to waga oskarżeń dociera do widza dopiero po wyjątkowo mocnym i dającym do myślenia finale. A to dlatego, że na pierwszym miejscu Ojciec Szpiler jest tragikomedią pełną parą, dopiero potem satyrą na kościół i jego absurdy.

Zaczyna się jak komedia z pieprzykiem. Ksiądz Fabijan tkwi w parafii jednej z dalmatyńskich wysp, gdzie o serca wiernych walczyć musi z drugim, bardziej wyrozumiałym duchownym. Prędko dostrzega, że jako nowy, ambitny przybysz nie ma szans, więc poświęca się misji, jaką ma być wyższy przyrost naturalny (oczywiście macza w tej sprawie tylko ręce). Jego sojusznikiem jest kioskarz, który dzień w dzień sprzedaje miejscowym paczki prezerwatyw. Co może być prostszego od wcześniejszego ich dziurawienia? Kiedy dołącza do nich aptekarz-nacjonalista, przyczyniają się nie tylko do wielu ciąż, lecz także do wysokiego stężenia komizmu na minutę. Uczciwie trzeba dodać, że zwykle to humor obcesowy, gdzie częściej niż z księży i naiwnej pobożności żartuje się tylko z seksu. Reżyser balansuje na granicy dobrego smaku, w kilku momentach traci równowagę i zapędza się w tej farsie o krok za daleko.

Tłem tego beztroskiego obrazka ? paktu trójki narwańców zamieniającego ich wyspę w wyspę miłości ? jest piękna, niemal rajska Chorwacja. W drugiej połowie opowieści okazuje się jednak, że w tym Edenie przyczaił się wąż, na domiar złego przybrany w piuskę. Brešan daleki jest przy tym od generalizowania i stawiania znaku równości między każdym jednym księdzem a folgującym sobie lubieżnikiem. Winę ponoszą raczej skostniałe prawa kościelne i zamiatanie pod dywan (?dobrze, że nie jesteś pedofilem, bo musiałbym cię przenieść?). Ksiądz Fabijan nie tylko pada ofiarą tych paradoksów, ale przekonuje się też, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.

Źródło: Vivarto

Ojcowi Szpilerowi, a właściwie Dzieciom księdza (kwestia pomysłowości tłumaczy to temat na osobną rozprawkę) można mimo wszystko zarzucić pewną powierzchowność. Niektóre problemy zostają ledwo zaznaczone, pojawiają się znikąd, aby tylko przysłużyć się tezie przyświecającej całemu filmowi. Nie jest to jednak wada, która zraziłaby miłośników czeskich komedii, a właśnie z myślą o nich powstał naszpikowany równie frywolnym i absurdalnym humorem obraz Chorwata.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz