Amazing Fincher ? recenzja ?Zaginionej dziewczyny?

Nowy film Davida Finchera jest jak prezent zapakowany w kilkanaście pudełek. Z tą różnicą, że ostatnie z nich nie kryje w sobie ziemniaka, ale obietnicę wielu nagród.

Pierwsze zaskoczenie dotyczyło samej zapowiedzi ekranizacji prozy Gillian Flynn. Czemu filmowiec nie poszedł za ciosem i nie skoncentrował się na kontynuacji ?Dziewczyny z tatuażem?? Według najnowszych doniesień prace nad scenariuszem wciąż trwają, zaś sam Fincher urozmaica sobie czekanie na różne sposoby. Obecnie reżyseruje amerykańską wersję brytyjskiego serialu ?Utopia?, gdzie jako scenarzystka wspiera go sama Flynn, która nie pozwoliła nikomu ingerować również w swoją ?Zaginioną dziewczynę?. Jeśli efekty ich współpracy będą choć w połowie tak dobre, jak w przypadku recenzowanego filmu, możemy tylko zacierać ręce.

?Zaginiona dziewczyna? to bowiem przewrotna, precyzyjnie utkana historia. Zwiastun sugeruje nam trzymający w napięciu thriller i od tego też film się zaczyna. Jednak w pewnym momencie Fincher zamaszystym ruchem ściąga całą dekorację i stawia w zupełnie innej sytuacji nie tylko bohaterów, ale i siebie samego, gdyż nowa scenografia (nowe pudełko) wymaga od niego gatunkowych akrobacji. Co więcej, reżyser stosuje ten zabieg nie raz, a że nie brak mu przy tym wdzięku baletnicy, fabularne twisty nie wpływają negatywnie na spójność produkcji. Narzekać można jedynie na ostatnią, wolniejszą i mniej enigmatyczną część tej tragedii w trzech aktach. Po dwóch godzinach wodzenia za nos można oczekiwać ostatecznego mindfucka; Fincher (podążając ścieżką wyznaczoną przez Flynn) zamiast niego postanawia podzielić się swoimi socjologicznymi refleksjami.

Nie biorą się one znikąd ? najnowszy obraz autora ?Siedem? nie skupia się wyłącznie na zabawie konwencją, ale oferuje również błyskotliwą wiwisekcję instytucji małżeństwa. Ktoś mądry kiedyś rzekł, że ?miłość to chwilowe obłąkanie, na które lekarstwem jest małżeństwo?, a ?Zaginiona dziewczyna? może być ilustrującym ten cytat przykładem. Zakochanie ma tu idealne twarze Bena Afflecka i Rosamund Pike, a słodkie jest niczym pocałunki bohaterów w chmurze cukrowego pyłu. A co się dzieje, gdy maski i poziom dopaminy spadają? Wtedy do akcji wchodzi Fincher i kręci świetny film.

Postaci Nicka i Amy to sylwetki rozpisane bezbłędnie, każde z nich jest dostatecznie złożone i nie poddaje się łatwej ocenie. Nabieramy się na ich pozy ?dla świata? równie łatwo, jak nabrali się oni sami. To zasługa dobrze obsadzonych Afflecka i Pike ? on ma w sobie odpowiednią dozę fajtłapowatości, ona doskonale łączy w sobie wdzięk i inteligencję. O tym, że reżyser potrafi wykorzystywać walory swoich aktorów, świadczy też nieduża rola skrojona dokładnie na miarę możliwości (a raczej wrodzonych predyspozycji) Emily Ratajkowski.

W tle poszukiwań Amy majaczy niepokojący obraz Ameryki, kraju dotkniętego recesją i manipulowanego przez wątpliwe gwiazdy telewizji. O tym wszystkim Fincher mówi z zabarwionym na czarno poczuciem humoru, płynnie przechodząc między rolami kpiarskiego portrecisty amerykańskiej społeczności oraz wirtuoza opowieści z dreszczykiem. Ta żonglerka warta jest złota.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz