Agnieszka Grochowska o „Obcym niebie” – wywiad

To była dla mnie najtrudniejsza rola do zagrania ? z Agnieszką Grochowską rozmawiamy o trudnych emocjach towarzyszących pracy na planie ?Obcego nieba?, szwedzkim systemie opieki oraz polskich problemach z dyskutowaniem na trudne tematy.

Małgorzata Czop: Czym dla Pani jest kino i film?

Agnieszka Grochowska: Dla mnie, jako aktorki, kino jest pasją. Cały czas mnie cieszy i trudno jest mi je traktować jako pracę, która głównie kojarzy mi się z obowiązkiem. Ja realizuje swoje hobby. To przygoda, która zaczęła się, kiedy miałam trzynaście lat i cały czas czuję się jak w wesołym miasteczku. Ale z drugiej strony kino pełni dla mnie istotną rolę jako miejsce, gdzie szukam emocji, historii i drugiego człowieka.

W takim razie kino to rozrywka, czy pole do dyskusji?

Kino czasem może być rozrywką. W tym celu zostało wymyślone. Uważam, że fajnie, jak film otwiera jakąś dyskusję. Daje pretekst, żeby się spotkać i porozmawiać o sobie i swoich problemach w odpowiedzi na to, co widzimy na ekranie.

 ?Obce niebo? porusza tematy: emigracji, różnic kulturowych, czy granicy, na ile państwo powinno ingerować w wychowanie dzieci. Mówi o przypadku skrajnym, kiedy urząd socjalny odbiera dziecko rodzicom. Czy poznała Pani ludzi, których dotknęła taka sytuacja?

Nie bezpośrednio. Miałam opór, żeby spotykać się z kimś i wypytywać o pewne rzeczy. Nie miałam śmiałości, szczególnie, że te historie bardzo często źle się kończą. A nawet jeśli dziecko wraca do rodziny, to te wydarzenia niosą straszne konsekwencje dla życia tych ludzi.

Gdzie jest granica między troską a nachalnym ingerowaniem w życie?

Myślę, że urzędnik socjalny ma poczucie, że cały czas wyraża troskę. Błąd tkwi w procedurach, które ingerują za mocno. Zgadzamy się z tym, że dziecko trzeba chronić, ale istnieją granice, które nie powinny być przekraczane. Relacje ludzi, nie tylko z dzieckiem, są bardzo złożone i chyba nie mogą być oceniane przez obce osoby, które nie rozumieją kontekstu w jakim się poruszamy. W filmie głównym problemem jest to, że ludzie nie rozumieją siebie nawzajem. Różnice  kulturowe im to uniemożliwiają, ponieważ sposób przekazywania myśli jest zupełnie różny.

Rodzina jest jednostką i systemem, który pełni wiele ról. Czy są różnice w rozumieniu pojęcia rodziny i jej funkcji między Polakami a Szwedami?

Chyba nie. Choć szwedzcy aktorzy chcieli zagrać w tym filmie, ponieważ widzą, że coś w ich systemie przestaje działać. Znają tego rodzaju historie ze swoich rodzin czy od znajomych. One wychodzą na światło dzienne i Szwedzi chcą o nich rozmawiać. To bardzo odważne społeczeństwo, świadome, które chce konfrontować się z problemem. Myślę, że gdyby Szwedzi robili historię o Polsce, to ta rozmowa byłaby dużo trudniejsza. Oni są otwarci na trudne tematy, które stawiają ich w nieciekawym świetle. A my w Polsce wciąż za mało rozmawiamy na tematy niewygodne.

Może dlatego że lubimy przedstawiać się w pozytywnym świetle i nie obnażać swoich wad i słabości.

W ogóle mamy problem z rozmową. Od razu jesteśmy zbyt emocjonalni i bierzemy wszystko do siebie. Ten szwedzki racjonalizm, o którym mówimy w filmie, choć objawia się w skrajności, umożliwia przyjęcia różnych argumentów. Daje możliwość na normalną dyskusję po filmie. Naszym założeniem było zwrócenie uwagi, że to nie tylko szwedzki problem. Na potrzeby scenariusza pokazaliśmy różnice kulturowe, które wypływają na podobne sytuacje, ale istotne było to, że wystarczy otworzyć gazetę i przeczytać o podobnych rzeczach w naszych miastach czy miasteczkach. Takie historie zaczynają się dziać nagminnie. I dla mnie są niezrozumiałe, bo w Polsce dzieci są odbierane ze względów ekonomicznych. Nie zgadzam się na taki świat, w którym ustalamy, że ktoś jest za biedny, żeby mieć własne dzieci. Szwecja jest pretekstem do rozpoczęcia rozmowy o tym, do jakiego stopnia jesteśmy wolni we współczesnym świecie i jaką cenę płacimy za troskę o bezpieczeństwo.

A jak wyglądała praca na planie filmowym ze szwedzkimi aktorami?

Plan filmowy jest mikro ojczyzną wszystkich filmowców. Z mojego doświadczenia wynika, że gdziekolwiek jestem na planie, to wszystko wygląda bardzo podobnie. Przy ?Obcym niebie? fascynujące było spotkanie z ludźmi, z którymi nigdy się nie pracowało i nie grało się w tym języku. Do tego poznanie kogoś tak mocnego jak Ewa Froling, która zagrała między innymi w ?Fanny i Aleksander? Bergmana, bardzo opromienia. Miałam poczucie, że granie z taką aktorką ulepsza moje aktorstwo.

Jak pracuje się z dziećmi? Jak układała się współpraca z Basią, która zagrała Ulę?

Z dziećmi pracuje się różnie, a z Basią cudownie. To niesamowita osoba, która potrafi być bardzo skoncentrowana. Miała najwięcej dni zdjęciowych, a na planie ciągle towarzyszyła jej radość. Potrafi osiągnąć prawdę, która jest widoczna na ekranie.

Basia jest najbardziej szwedzka z całej rodziny, potrafi wytłumić emocje i manipulować sytuacją.

To ciekawy aspekt filmu. Widzimy dziecko, które nie jest przestawiane z kąta w kąt. Ona ma realny wpływ na to, co się dzieje. Do tego stopnia, że w finale 9-letnia dziewczynka decyduje o życiu pięciu dorosłych ludzi. Ale z drugiej strony Ula ma  poczucie winy, które musi sobie przepracować. Ona jako dziecko ponosi największe konsekwencje tej sytuacji.

Podkreślała Pani fakt, że ten film to praca była na ogromnych emocjach. Czy po powrocie do domy jest Pani w stanie odciąć się od nich i o nich nie myśleć?

Nie do końca da się to oddzielić. Człowiek stara się żyć normalnie, ponieważ nie może być cały czas w skrajnych emocjach. To była dla mnie najtrudniejsza rola do zagrania. Do tego pracowałam z moim mężem, który był reżyserem, scenarzystą i producentem, to było bardzo intensywne. Człowiekowi wydaje się, że powinien dawać sobie radę z emocjami, a z tym bywa rożnie. Nawet rozmowy, w których je wspominam, wciąż mnie dotykają. Emocje czasami przejmują władzę nad człowiekiem.

Praca nad filmem to kilka etapów. Czy po jej zakończeniu przeżywa się każdy pokaz?

Trochę tak, szczególnie jeśli film jest emocjonalny. Niesamowite są reakcje widzów na ?Obce niebo?. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żeby była oceniania moja rola, a nie ja. Teraz mówi się ?ta matka?. Została zbudowana jakaś figura. Ludzie traktują osobę, którą zagrałam, jak oddzielny byt. Oceniają jej zachowanie, czyli wierzą  w nią stuprocentowo. Dla mnie to komplement, kiedy ktoś tak emocjonalnie wchodzi w historię.

Mówiła Pani o tym, że oczekuje się od aktora, aby niósł kaganek oświaty. Czy decydując się na wybór roli bierze Pani pod uwagę wymiar edukacyjny, poruszany temat i pole do dyskusji?

Dla mnie ma znaczenie, jaki temat niesie film i jaki ma wydźwięk. A najwspanialej jest wtedy, kiedy film może dotyczyć czegoś, o czym warto rozmawiać.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz