3 serca na jedno dzielone małżeństwo – recenzja filmu „3 serca”

Zasiadamy do francuskiego romansu w znamienitej obsadzie gwiazd takich, jak: Benedit Poelvoorde, Charlotte Gainsbourg, Chiara Mastroianni czy Catherine Deneuve, z tym nieodpartym przekonanie, że na ekranie zdarzy się coś tak intensywnego, że odbierze nam czucie, rozbudzi skrywane namiętności, przywoła retrospekcje czy chociażby pobudzi wyobraźnię. Nasze oczekiwania szybko ulatniają się w powietrzu bowiem 3 (złamane) serca mozolnie krwawią, studząc widza wraz z każdym kolejnym kadrem.

Pewnego wieczoru paryski urzędnik skarbowy spóźnia się na ostatni pociąg, który miał go wydobyć z prowincji i udaje się do pobliskiego pabu. Tam spotyka intrygującą piękność, z którą spędza noc na wielopłaszczyznowych rozmowach. Rozmarzeni obiecują sobie kolejne spotkanie w mieście miłości. Zbiegiem wypadków, do schadzki nie dochodzi, a los każde powrócić do szarej rzeczywistości. Sylvie (Charlotte Gainsbourg) wyjeżdża do Stanów raz z mężczyzną, którego nie kocha, a Marc (Benoit Poelvoorde) wiąże się z siostrą intrygującej nieznajomej, a niedługo później biorą ślub.Wtedy właśnie okazuje się, że amant dokonał nietrafnego wyboru, ale z drogi tej nie można już zawrócić.

Film francuskiego reżysera Benoit Jacquota to taki zgrabny harlequin, łączący w sobie infantylność lekkiej komedii z pseudo-grozą, sukcesywnie budowaną - mrożącą krew w żyłach - ścieżką dźwiękową, zapowiadającą tragiczne wydarzenia, do których finalnie nie dochodzi. Fabuła jest ciągiem przypadków, których wielość podważa ich autentyczność. Ich bieg motywowany jest jednym niefortunnym spóźnieniem, które napędza późniejsze wydarzenia. Nie jestem tylko pewna, jak wiele trzeba mieć w sobie naiwności, by uwierzyć w opowiadaną historię tak, by pozwolić sobie na zatracenie się w niej w jakikolwiek sposób. Istotnym zarzutem muszę też obdarować lektora, którego praca jest całkowicie zbyteczna w całym filmowym przedsięwzięciu - uporczywie opowiada o wszystkim tym, co widzimy na ekranie, sukcesywnie wyręczając ostatki widzowskiej wyobraźni, która mogłaby zostać zaangażowana do chociażby tak niewielkiej pracy w trakcie oglądania tego wątpliwego dzieła.

"3 serca" to film beznamiętny, który nijak wzbogaca dotychczasową kinematografię i który budzi jedynie niestłamszoną myśl o straconym czasie. Mogę się mylić, ale finałowa scena, inspirowana bezpośrednio ?Boczną ulicą?, a będąca klamrą jest chyba jedyną mocną sceną, dla której warto obejrzeć ten film. Jeśli jednak uznacie, że warto.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz